Andrzej Duda, który według badania exit poll nieznacznie wygrał wybory prezydenckie, uzyskując 50,4 proc. głosów, zaprosił na godzinę 23 swojego wyborczego rywala, Rafała Trzaskowskiego, do Pałacu Prezydenckiego, gdzie obaj mieliby podać sobie ręce, co zakończyłoby kampanię wyborczą.

- Dzisiaj jest czas na to, aby policzyć głosy. Nieprawidłowości jakie były w ciągu dzisiejszego dnia to absolutny skandal - mówił Tomczyk nawiązując do organizacji wyborów za granicą, gdzie, jak podkreślał, tysiące przedstawicieli Polonii nie mogło oddać głosu w wyborach.

- Dzisiaj najważniejsze jest, aby każdy głos zotał policzony - zaznaczył Tomczyk.

Szef sztabu Rafała Trzaskowskiego zapewnił, że Trzaskowski "nie odrzuca" wyciągniętej do niego przez prezydenta Dudę ręki. - Ale dzisiaj jest czas, aby policzyć spokojnie głosy. Myślę, że do takiego spotkania prędzej czy później dojdzie - zaznaczył.

Tomczyk stwierdził jednocześnie, że minister spraw zagranicznych "po czymś takim co stało się za granicą (w związku z udziałem Polonii w wyborach - red.), powinien podać się do dymisji".

- Na 100 procent będziemy składali protesty - zaznaczył dodając, że za granicą w I turze w wyborach lepiej wypadał Rafał Trzaskowski.

- To było jak walka Dawida z Goliatem - ocenił wybory prezydenckie Tomczyk, który zarzucił rywalom, że ci wykorzystywali aparat państwa, by walczyć z kontrkandydatem.