– Po wielu latach doszedłem do prostego wniosku, że post polega na niejedzeniu. Nasze babcie czyściły przed Wielkim Postem popiołem naczynia, usuwając z nich mięso, nabiał i tłuszcz, a przed przyjęciem komunii świętej nie jedzono od północy. Kto dziś o tym pamięta?? – pyta ks. Drozdowicz. – Obecnie mówimy, że tych 40 dni Wielkiego Postu dotyczy naszego serca.
A człowiek jest zwierzęcy i posty są zwierzęce, bo w naturalny sposób wprowadzają równowagę w naszym życiu, we wszystkich jego wymiarach.
Dlatego w swojej parafii bł. Edwarda Detkensa przy ul. Dewajtis założył Bielański Klub Kapuściany (BKK) i namawia wiernych, by też wstąpili do tego klubu. Sam ma legitymację numer 1.
Aby zostać członkiem klubu, trzeba spełnić jeden warunek: przez okres Wielkiego Postu można jeść tylko warzywa.
– Chodzi o to, żeby strawić wszystko, co się wcześniej zjadło, np. mazurki z poprzedniej Wielkanocy czy babki świąteczne, które rozkładają się w brzuchu w kształcie gruszki, oponki albo Półwyspu Helskiego – wylicza ksiądz Wojciech.
„Nabór" odbędzie się w niedzielę. Najpierw o godz. 11 wierni spotkają się na mszy świętej, zaraz po niej w Podziemiach Kamedulskich ksiądz Drozdowicz będzie ich częstował własnoręcznie przyrządzonym postnym kapuśniakiem, a przy okazji wręczał legitymacje klubowe.
Babki, mazurki i chipsy odkładają się w kształcie gruszki albo opony. Jedzmy warzywa
Proboszcz z Lasku Bielańskiego liczy, że do klubu wstąpią nawet takie osoby, które mają słabą wolę i w czasie postu skuszą się na różne pyszności.
– W marcu imieniny obchodzą Mirosław, Józef i jeśli wtedy ktoś zje jakieś smaczne potrawy, ich pieniężną równowartość powinien wrzucić do skarbony ustawionej w pokamedulskiej świątyni – tłumaczy ks. Drozdowicz.
Sprawdzać tego nie będzie. Każdy wierny powinien to wyważyć we własnym sumieniu.
Dla wiernych spoza jego parafii przewidziano status członka korespondenta.
Jak inni duchowni podchodzą do pomysłu namawiania wiernych, by w czasie Wielkiego Postu jedli wyłącznie warzywa? – Jeśli taka forma postu ma służyć nie tylko względom fizjologiczno-zdrowotnym, ale też duchowemu wzrostowi, miłości do otoczenia, to ja się zawsze pod nią podpiszę – zapewnia ks. Bogdan Bartołd, proboszcz archikatedry warszawskiej św. Jana Chrzciciela.
Dr Jacek Walczak, dietetyk, z Wyższej Szkoły Zawodowej Kosmetyki i Promocji Zdrowia w Warszawie, mówi, że taka dieta, choć nie jest w pełni zbilansowana, na pewno nikomu nie zaszkodzi. – Przez 40 dni z powodzeniem można ją stosować, ale trzeba pamiętać, że potrawy powinny zawierać różne owoce i warzywa, w tym nasiona roślin strączkowych – dodaje dietetyk.
Ks. Drozdowicz szuka okrzyku dla swojego klubu. – Na razie nasi polscy członkowie pozdrawiają się słowami „hau, hau", rosyjscy „gaw, gaw", a angielscy „woof, woof", ale okrzyk to poważna sprawa i chcemy znaleźć nowy – mówi ks. Drozdowicz.?Na naszych łamach ogłasza więc konkurs. Propozycje okrzyku dla klubowiczów można wysyłać na adres e-mailowy księdza Drozdowicza: lasbielanski@neostrada.pl. – Na pewno będą jakieś nagrody – zapowiada proboszcz.