W przyszłym tygodniu wojsko ogłosi przetarg na 26 nowych śmigłowców. Jednak na naszym niebie coraz częściej pojawiają się także śmigłowce prywatne. Polaków już stać na tak wielki luksus, czy wszystkie te maszyny należą do firm?
Piotr Majewski:
Podstawowy śmigłowiec z silnikiem turbinowym, czyli bezpieczny i szybki, to koszt ok. miliona euro. Prywatnie, na własne potrzeby i za gotówkę, nikt tego nie kupuje. Wszystkie śmigłowce, podobnie jak inne maszyny, to własność różnych firm, kupowane w leasingu i poprzez inne, biznesowe formy płatności.
Ale nie trzeba chyba mieć własnego śmigłowca, by z tej formy transportu korzystać. Istnieją też firmy oferujące tzw. taksówki powietrzne.
Istnieją, ale na świecie. W Polsce mamy dopiero jedną prywatną firmę, która dostała uprawnienia do wykonywania tego typu usług. W ogóle jest u nas inaczej niż np. w USA. W Europie np. nie można wykonywać lotów pasażerskich śmigłowcami jednosilnikowymi, co w Stanach jest dozwolone. Te regulacje prawne bardzo ograniczają nam możliwości rozwoju branży.
Rzeczywiście w Stanach podróżowanie śmigłowcami jest już codziennością?
Porównując w ogóle lotnictwo amerykańskie i europejskie, a szczególnie polskie, to naprawdę wiele nam jeszcze brakuje.
Tam generalnie loty prywatne nie są tak bardzo restrykcyjnie ograniczane. Amerykańska agencja lotów (FAA) traktuje prywatnych użytkowników dużo lepiej niż europejska EASA.
Czy właściciele śmigłowców muszą budować sobie specjalne lądowiska?
U nas wystarczy mieć zgodę właściciela terenu, by na nim wylądować. Jest tzw. przestrzeń lotów swobodnych, a ograniczenia w ruchu śmigłowców tyczą się tylko dużych miast. Najbardziej restrykcyjna pod tym względem jest Warszawa. Ale generalnie jeśli ktoś ma ku temu miejsce, np. jakąś fabrykę z dużym terenem w mieście – to na swoim terenie może swobodnie lądować.
I tak jest w całej Europie?
Nie, choć w całej Unii działa EASA, to prawodawstwo w każdym kraju jest inne. W Niemczech nie można startować i lądować z niedopuszczonych do tego celu miejsc. Tam śmigłowce, stworzone przecież po to, by lądować tam, gdzie nie ma lotnisk, niestety w praktyce muszą korzystać wyłącznie z portów lotniczych.
A są już u nas lądowiska na dachach biurowców?
Wiem, że niektóre firmy już podjęły próby rejestracji takich helidecków, bo tak je się potocznie określa, ale na razie, poza szpitalami, nie ma jeszcze w Polsce tego typu lądowisk. Jednak to tylko kwestia czasu.