Przedstawiciele federacji złożą przed pomnikiem Obrońców Wybrzeża hołd ofiarom II wojny światowej.
W przeciwieństwie do wcześniejszej wizyty w Auschwitz, na Westerplatte zabraknie trenerów reprezentacji i piłkarzy przygotowujących się do piątkowego meczu z Grecją.
– Czujemy się w Gdańsku jak w domu. Spotkaliśmy się tu z wielką gościnnością, otwartością i życzliwością – przyznaje trener Loew. – Nasze marzenie, żeby rozegrać w tym mieście ćwierćfinał, się spełniło.
Gdańskiem i Sopotem zafascynowany jest również prezes niemieckiego związku piłkarskiego Wolfgang Niersbach. – To był dobry wybór (reprezentacja mieszka w Hotelu Dwór Oliwski – przyp. red.). Być może w przyszłym roku przyjadę tu na wakacje – twierdzi prezes i dodaje, że te mistrzostwa pokazały, jak serdecznymi i przyjaznymi ludźmi są Polacy.
Loew zaznaczył, że nie interesuje go podtekst polityczny meczu z Grecją. – Skupiamy się całkowicie na futbolu. Mam umowę z kanclerz Angelą Merkel, że ona nie wpływa na to, jak zagramy i kto wyjdzie na boisko, a ja nie wypowiadam się na tematy polityczne – tłumaczy Loew.
Za jego radą idą też piłkarze. – Być może dla Greków, z powodu dumy narodowej, ma to znaczenie. Ale dla nas nie – mówi obrońca Bayernu Monachium Holger Badstuber. – Liczy się tylko sportowa strona rywalizacji. Grecja to trudny przeciwnik. Potrafi grać dobrze w obronie, a jednocześnie jest groźna w ataku, co udowodniła w spotkaniu z Rosją.
Ale w piątek będzie musiała sobie radzić bez swojego kapitana. Giorgos Karagounis pauzuje za kartki. Zdaniem Loewa to wielka strata, bo Karagounis jest silnikiem tej drużyny. – Wyjście z grupy było naszym głównym celem. Teraz nie mamy już nic do stracenia. Postaramy się o niespodziankę – zapowiada obrońca Kyriakos Papadopoulos.
Grecy zagrają w ćwierćfinale z czarnymi opaskami. W poniedziałek zmarł ich były selekcjoner Alketas Panagoulias. Wprowadził reprezentację pierwszy raz do mistrzostw Europy (1980) i świata (1994). Miał 78 lat.
Przed meczem w Gdańsku oba zespoły uczczą jego pamięć minutą ciszy.