Reklama

Czy Japonia zapłaci za swoich zakładników?

Japoński rząd ma czas do piątku rana czasu syryjskiego, by zapłacić terrorystom okup za dwóch swoich obywateli.

Aktualizacja: 22.01.2015 10:28 Publikacja: 22.01.2015 09:15

Premier Japonii Shinzo Abe

Premier Japonii Shinzo Abe

Foto: AFP

Rachunek wynika z faktu, iż MSZ Japonii otrzymało nagranie z zamaskowanym nożownikiem, przedstawicielem Państwa Islamskiego oraz dwoma swoimi obywatelami około 14:45 czasu tokijskiego. Siedem godzin różnicy pomiędzy Japonią a Syrią wskazywałoby, że wyznaczone w ultimatum 72 godziny miną w okolicy 7:50 piątkowego poranka w Syrii.

Co dalej z zakładnikami?

Optymiści twierdzą, że konkretna pora na wpłacenie islamistom 200 mln dolarów okupu, którego żądają za życie dwóch Japończyków, nie została określona w nagraniu wysłanym przez porywaczy. Może się także okazać, że czasu zostało mniej niż się wydaje.

Japonia nie próżnuje, a premier mówi o wyścigu z czasem. Specjalny wysłannik rządu, wiceminister spraw zagranicznych udał się od razu do Jordanii, trwają także negocjacje japońsko-tureckie. Tokio ma nadzieję, że uda się dotrzeć do terrorystów za pośrednictwem lokalnych przywódców, z którymi z kolei w kontakcie mogą być władze z Ankary i Ammanu. Shinzo Abe poinstruował swoich urzędników, by uruchomili każdy możliwy kanał dyplomatyczny w celu ratowania reportera Kenjiego Goto (47 lat) oraz pracownika ochrony Harunę Yukawę (42 lata). Szczęśliwie dla całej sprawy premier odbył w sobotę przez porwaniem spotkanie z jordańskim królem Abdullahem, który obiecał mu wszelką możliwą pomoc. W Jordanii Japonia ustanowiła tymczasowy sztab kryzysowy. Rząd turecki z kolei ma doświadczenie w uwalnianiu zakładników od islamistów. We wrześniu ubiegłego roku chwalono się tam bowiem aż 49 osobami przejętymi z rąk terrorystów dzięki skutecznym negocjacjom. Wydarzenia dotyczyły tureckiego konsulatu generalnego w irackim Mosulu.

Żona jednego z porwanych, Kenjiego Goto, dostała w międzyczasie w środę maila z żądaniem okupu od porywaczy z Państwa Islamskiego. Odezwali się do niej nie po raz pierwszy. Już w listopadzie zaczęły przychodzić anonimowe wiadomości o tym, że reporter Goto został porwany. Wymiana maili trwała, jednak nie pojawiały się groźby śmierci. Kenji Goto miał udać się w październiku na północ syryjskiego miasta Aleppo, by odszukać swojego obecnego współtowarzysza niedoli, Harunę Yukawę, o którym dowiedział się, że mógł zostać porwany przez ISIS 2 miesiące wcześniej. Reporter przekazał swojemu przewodnikowi, który miał mieć powiązania z terrorystami numery telefonów do żony oraz do znajomych, by w razie nieprzewidzianej sytuacji, mógł ich zawiadomić i wezwać pomoc. Według Syryjczyka od połowy grudnia nie było już kontaktu z Kenjim.

Czy Japonia zdecyduje się na wpłacenie okupu?

Żądanie okupu wywiera dużą presję na Japonię. 200 mln dolarów ma stanowić równowartość pakietu pomocowego obiecanego przez premiera Abe rodzinom uchodźców z Syrii i Iraku. Według niektórych analityków Państwo Islamskie takie 200 mln dolarów może wydawać w ciągu zaledwie jednego dnia na działania militarne. Sytuacja dla Tokio jest tym trudniejsza, bowiem kraj przechodzi od kilku miesięcy debatę nad koniecznością zmian w konstytucji, by uczynić siebie zdolnym do konkretnym akcji wojskowych. Obecna konstytucja pochodzi jeszcze z czasów amerykańskiej, powojennej okupacji i wyklucza militarny charakter japońskich Sił Samoobrony. Powstaje zatem kolejne pytanie - nie tylko, czy Japonia zdąży przed upływem 72 godzin cokolwiek z porywaczami załatwić, ale czy zdecyduje się przystąpić do światowego frontu walki z terroryzmem jednoznacznie deklarując się po którejś ze stron. 3 doby wyznaczone przez ISIS są czymś o wiele bardziej poważnym dla całego kraju niż tylko czekaniem na dalszy los zakładników.

Reklama
Reklama

Premier Abe od roku zapowiadał strategię tzw. „proaktywnego pacyfizmu". Miało być bezpieczniej dla kraju, ale jednocześnie bardziej konkretnie w działaniach związanych z budowaniem międzynarodowych sojuszy i pod względem bronienia swojego terytorium przed incydentami ze strony Chin. Historia pokazuje, że zakładnicy porywani przez islamistów są do uratowania, gdy okup zostanie wpłacony. Przed rokiem w kwietniu w podobnej sytuacji znalazła się czwórka francuskich dziennikarzy oraz w marcu dwóch reporterów z Hiszpanii. Oba rządy nie informowały o swoich działaniach, jednak zakłada się, że wpłaciły żądane sumy.

Historia się powtarza

Ceny ropy na świecie spadają, co także zmusza terrorystów do dywersyfikacji swoich źródeł dochodu. Zanim ceny baryłek zaczęły iść w dół ISIS zarabiało na ropie ok. 2 mln dolarów dziennie, według szacunków. Japonia zapowiedziała, że zapłacić porywaczom nie zamierza. Jednak nie o wszystkim mówi się na forum publicznym. W 2004 roku rząd premiera Jun'ichiro Koizumiego znalazł się w podobnej sytuacji. Ówcześni źli, terroryści z grup islamistycznych z Iraku chcieli wymóc na Japonii wycofanie personelu z Sił Samoobrony. Grożono śmiercią zakładnika, turysty Shoseia Kody. Koizumi mówił, że nie będzie tolerował terroryzmu jako metody negocjacji i że się mu nie podda. Ultimatum wynosiło wówczas 48 godzin, w efekcie w październiku Koda został zamordowany. Kilka miesięcy wcześniej, w kwietniu 2004 roku troje Japończyków było przetrzymywanych przez tydzień w niewoli. Za ich życie także żądano wycofania Sił Samoobrony z Iraku. Historia jednak zakończyła się szczęśliwie.

Japonię wiąże także sojusz gospodarczy i militarny z USA, które z porywaczami nie negocjują w żadnym przypadku. Waszyngton nie wyraził jeszcze oficjalnego stanowiska, czy wymaga od Tokio identycznego podejścia w obecnej sytuacji. Japonia jest także w kontakcie z Francją, ale nie wiadomo, czy w planach znajduje się misja mająca na celu odbicie porwanych. Stanom Zjednoczonym nie udało się uwolnić swojego zakładnika podczas podobnej akcji w ubiegłym roku.

Chwilowo ostatnim rozdziałem sytuacji związanej z zakładnikami są działania islamistów z ISIS kierowane do japońskich internautów. Porywacze chcieli dotrzeć do jak największej grupy odbiorców w sieciach społecznościowych, by i tam siać swój terror. By posty o zakładnikach pojawiły się w możliwie wielu miejscach jednocześnie, stosowali wiele nie związanych ze sobą z pozoru hashtagów, czyli znaczników nowych wątków na Twitterze. Korzystali z bieżących dla Japończyków wydarzeń. Korzystano z nazwiska zmarłej w ten wtorek mistrzyni olimpijskiej w judo, Saito Hitoshi, posty opatrywano hastagiem „daikan" nawiązującym do tradycyjnie najzimniejszego dnia w roku (także wypadał we wtorek) oraz „zuwaigani" od nazwy popularnego obecnie śnieżnego kraba.

Japończycy widząc taki zestaw tagów przy postach rozpoczęli na własną rękę kampanię ośmieszania terrorystów przy pomocy niewybrednych i dziecinnych memów. Korzystali ze bohaterów swoich kreskówek, wysyłali także na konto ISIS pytanie o ulubioną postać rysunkową z japońskiego anime. Islamiści odpowiadali im wzburzeni: „jesteście głupi" oraz wreszcie wysłali złowieszczo brzmiący przekaz: „Wy, Japończycy, jesteście takimi optymistami. A my mamy swoją armię wszędzie".

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama