Rachunek wynika z faktu, iż MSZ Japonii otrzymało nagranie z zamaskowanym nożownikiem, przedstawicielem Państwa Islamskiego oraz dwoma swoimi obywatelami około 14:45 czasu tokijskiego. Siedem godzin różnicy pomiędzy Japonią a Syrią wskazywałoby, że wyznaczone w ultimatum 72 godziny miną w okolicy 7:50 piątkowego poranka w Syrii.
Co dalej z zakładnikami?
Optymiści twierdzą, że konkretna pora na wpłacenie islamistom 200 mln dolarów okupu, którego żądają za życie dwóch Japończyków, nie została określona w nagraniu wysłanym przez porywaczy. Może się także okazać, że czasu zostało mniej niż się wydaje.
Japonia nie próżnuje, a premier mówi o wyścigu z czasem. Specjalny wysłannik rządu, wiceminister spraw zagranicznych udał się od razu do Jordanii, trwają także negocjacje japońsko-tureckie. Tokio ma nadzieję, że uda się dotrzeć do terrorystów za pośrednictwem lokalnych przywódców, z którymi z kolei w kontakcie mogą być władze z Ankary i Ammanu. Shinzo Abe poinstruował swoich urzędników, by uruchomili każdy możliwy kanał dyplomatyczny w celu ratowania reportera Kenjiego Goto (47 lat) oraz pracownika ochrony Harunę Yukawę (42 lata). Szczęśliwie dla całej sprawy premier odbył w sobotę przez porwaniem spotkanie z jordańskim królem Abdullahem, który obiecał mu wszelką możliwą pomoc. W Jordanii Japonia ustanowiła tymczasowy sztab kryzysowy. Rząd turecki z kolei ma doświadczenie w uwalnianiu zakładników od islamistów. We wrześniu ubiegłego roku chwalono się tam bowiem aż 49 osobami przejętymi z rąk terrorystów dzięki skutecznym negocjacjom. Wydarzenia dotyczyły tureckiego konsulatu generalnego w irackim Mosulu.
Żona jednego z porwanych, Kenjiego Goto, dostała w międzyczasie w środę maila z żądaniem okupu od porywaczy z Państwa Islamskiego. Odezwali się do niej nie po raz pierwszy. Już w listopadzie zaczęły przychodzić anonimowe wiadomości o tym, że reporter Goto został porwany. Wymiana maili trwała, jednak nie pojawiały się groźby śmierci. Kenji Goto miał udać się w październiku na północ syryjskiego miasta Aleppo, by odszukać swojego obecnego współtowarzysza niedoli, Harunę Yukawę, o którym dowiedział się, że mógł zostać porwany przez ISIS 2 miesiące wcześniej. Reporter przekazał swojemu przewodnikowi, który miał mieć powiązania z terrorystami numery telefonów do żony oraz do znajomych, by w razie nieprzewidzianej sytuacji, mógł ich zawiadomić i wezwać pomoc. Według Syryjczyka od połowy grudnia nie było już kontaktu z Kenjim.
Czy Japonia zdecyduje się na wpłacenie okupu?
Żądanie okupu wywiera dużą presję na Japonię. 200 mln dolarów ma stanowić równowartość pakietu pomocowego obiecanego przez premiera Abe rodzinom uchodźców z Syrii i Iraku. Według niektórych analityków Państwo Islamskie takie 200 mln dolarów może wydawać w ciągu zaledwie jednego dnia na działania militarne. Sytuacja dla Tokio jest tym trudniejsza, bowiem kraj przechodzi od kilku miesięcy debatę nad koniecznością zmian w konstytucji, by uczynić siebie zdolnym do konkretnym akcji wojskowych. Obecna konstytucja pochodzi jeszcze z czasów amerykańskiej, powojennej okupacji i wyklucza militarny charakter japońskich Sił Samoobrony. Powstaje zatem kolejne pytanie - nie tylko, czy Japonia zdąży przed upływem 72 godzin cokolwiek z porywaczami załatwić, ale czy zdecyduje się przystąpić do światowego frontu walki z terroryzmem jednoznacznie deklarując się po którejś ze stron. 3 doby wyznaczone przez ISIS są czymś o wiele bardziej poważnym dla całego kraju niż tylko czekaniem na dalszy los zakładników.