Reklama

Florence – test dla Trumpa

Rośnie liczba ofiar i skala zniszczeń przesuwającego się powoli nad Wschodnim Wybrzeżem huraganu.

Aktualizacja: 16.09.2018 19:26 Publikacja: 16.09.2018 17:21

Ranni w trakcie akcji ratunkowej wolontariusze, członkowie „Cajun Navy”, transportowani do szpitala

Ranni w trakcie akcji ratunkowej wolontariusze, członkowie „Cajun Navy”, transportowani do szpitala w Lumberton w Północnej Karolinie

Foto: AFP

Korespondencja z Nowego Jorku

Prawie milion mieszkańców dotkniętych huraganem terenów pozbawionych zostało prądu, dziesiątki miejscowości zostały zalane, setki tysięcy osób ewakuowane. Ze wstępnych szacunków wynika, że ponad dziesięć osób zginęło w wyniku huraganu Florence.

W momencie uderzenia w wybrzeże Karoliny Północnej w piątek rano huragan Florence zaliczany był do kategorii 1., dopiero kilka godzin później stracił na sile i stał się tropikalną burzą. Przesuwał się bardzo powoli, zaledwie kilka kilometrów na godzinę, w głąb lądu, potem przez Karolinę Południową, by w końcu odbić na północny zachód. Po drodze Florence siała zniszczenie wiatrem, którego prędkość sięgała w najgorszych momentach 160 km/h. Wiatru o takiej sile nie odnotowano w tym rejonie od 1958 r., natomiast poziom opadów w Karolinie Północnej przekroczył stanowy rekord 60 centymetrów ustanowiony w 1999 r. przez huragan Floyd. Meteorolodzy spodziewają się ostatecznie nawet do 100 cm opadów, które spowodują długotrwałe zalanie terenu.

Mimo że tysiące ludzi w Karolinie Północnej i Południowej, a także w Wirginii, Georgii, Maryland i Tennessee jeszcze przed uderzeniem huraganu ewakuowały się do schronisk, to tysiące osób odmówiły lub nie zdążyły przystąpić do przymusowej ewakuacji. Służby ratunkowe przeprowadziły setki akcji z wody i powietrza mających na celu wyciąganie mieszkańców Karoliny Północnej i Południowej z zatopionych domów i samochodów. W sobotę burmistrz jednego z miasteczek w Karolinie Północnej szacował, że huragan Florence dokonał dwa razy tyle zniszczeń, ile Hugo, który uderzył w Karolinę Północną i Południową w 1989 r.

W weekend, po trzech dniach ulewnych deszczów oraz wiatru Wilmington w stanie Karolina Północna było spustoszone i zalane. Na ulicach leżały zerwane kable elektryczne, poprzewracane drzewa i śmieci, fragmenty dachów, drzew oraz innych przedmiotów przyniesionych przez wiatr. W tej i wielu innych miejscowościach, w których przestało już padać, mieszkańcy poruszali się po ulicach pontonami.

Reklama
Reklama

Sytuacja krytyczna i stan zagrożenia nie kończy się z przejściem huraganu. Kolejne podtopienia i zniszczenia spodziewane są ze strony rzek, których koryta są przepełnione już zaczęły zalewać szerokie połacie terenu, tworząc jeziora. „Mamy pięć rzek w okolicy, które będą wylewać w ciągu następnych trzech–pięciu dni. Niosą ze sobą rekordowe ilości wody. To oznacza, że dostęp do naszego miasta może zostać odcięty" – powiedziała Brenda Bethune, burmistrz Myrtle Beach z Karoliny Południowej, popularnego nadmorskiego kurortu wakacyjnego, który uniknął większych zniszczeń w trakcie huraganu.

Oprócz spustoszenia w Karolinie Północnej i Południowej zagrażające życiu zalania oraz obsunięcia terenu przewidywane są w Wirginii i Wirginii Zachodniej, a także na wybrzeżu Bermudów oraz Bahamów, które znalazły się w pobliżu drogi huraganu. W sumie na terenach zagrożonych mieszka 11 milionów Amerykanów.

Prawie 20 stanów – od Teksasu po Massachusetts – wysłało pomoc do Karoliny Północnej i ościennych terenów. W sobotę Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego ogłosiła, że administracja Donalda Trumpa uwolniła miliony dolarów na pomoc dla poszkodowanych rejonów. W akcje ratunkowe włączyły się m.in. Straż Graniczna, która wysłała posiłki powietrzne, nieoficjalna grupa ratunkowa Cajun Navy oraz Korpus Inżynierów, który monitorował zapory, pomagał w akcjach ratunkowych, instalował pompy oraz przenośne bariery.

Sam prezydent Trump przez cały dzień w piątek mówił o federalnych środkach pomocowych wysyłanych na tereny Karoliny Północnej i Południowej najbardziej dotkniętych zniszczeniami dokonanymi przez Florence, w mediach społecznościowych dawał rady, jak bezpiecznie przeżyć ten trudny moment, ale w piątek wieczorem wrócił do tematu, który zaczął nurtować go przed nadejściem huraganu – czyli do reakcji rządowych agencji pomocowych na hurangan Maria, który w ubiegłym roku spustoszył Portoryko. W dwóch wpisach na Twitterze prezydent ponownie stwierdził, że podawana liczba ofiar śmiertelnych jest zawyżana w celu oczernienia jego administracji i tego, jak zorganizowała pomoc dla poszkodowanych. „Gdy odwiedziłem Portoryko w październiku ub.r., władze przekazały mi, że 16 osób zginęło w wyniku huraganu Maria To było już dawno po huraganie. Po kilku miesiącach mówili o 64 ofiarach, a teraz, czary-mary, o 3000 śmiertelnych ofiarach" – napisał Donald Trump.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama