Reklama

Czołgamy się pod gruzami, bo czeka nas wielka nagroda

Bywa, że zaciskasz dłoń na ręce uratowanego i nie chcesz jej puścić, jakbyś się bał go oddać - mówi starszy kapitan Leszek Tanaś ratownik z Państwowej Straży Pożarnej

Publikacja: 14.01.2010 21:02

[b]Rz: Ma pan doświadczenie z akcji ratowniczych na całym świecie. Czy z uwagi na rodzaj zabudowy, która dominuje w Port-au-Prince, zasypani ludzie mają szanse na przeżycie?

Leszek Tanaś: [/b]Od pani profesor z Instytutu Geografii UW dowiedziałem się, że zabudowa w tym mieście jest zróżnicowana. Część mieszkańców, tych bogatszych, mieszka w budynkach murowanych, ale zdecydowana większość w lekkich domach kiepskiej jakości. Daje to na ogół większe szanse przeżycia. Ale nie zawsze tak jest. Wszystko zależy od rodzaju domu, lekkie budynki różnią się między sobą.

Podczas akcji w Indonezji zaobserwowałem, że mieszkańcy domów z żerdzi mieli spore szanse na przeżycie. Ale na przykład w Iranie sytuacja była odmienna. Tamtejsze lekkie domy, budowane z gliny i piasku, podczas kataklizmu rozsypały się po prostu w pył. Spowodowało to takie zapylenie, że zasypani się podusili.

[b]Najbardziej niebezpiecznie jest chyba jednak pod gruzami wielkiej płyty...[/b]

Niekoniecznie. Budynki z wielkiej płyty też są różne i różnie się mogą zapadać. W takich budynkach często tworzą się nisze, w których ludzie mają duże szanse przeżycia. W Turcji wyciągnęliśmy na przykład człowieka spod gruzów domu z wielkiej płyty po pięciu dniach od trzęsienia.

Reklama
Reklama

[b]W jaki sposób dowiadujecie się, w którym miejscu pod gruzami znajdują się jeszcze żywi ludzie?[/b]

Są dwie metody. Pierwsza polega po prostu na wykorzystaniu zmysłów – słuchu człowieka czy psiego węchu. Druga – na wykorzystaniu urządzeń, takich jak kamery wziernikowe, kamery termowizyjne, geofony. To ostatnie urządzenie ma pięć, sześć czujników, które rozstawia się na określonej powierzchni. Jeżeli przysypana osoba stuka w rurę albo wydaje inne dźwięki, to dobry operator geofonu jest w stanie ją szybko i dokładnie namierzyć.

[b]I wtedy do akcji wchodzi pan...[/b]

Często trzeba się czołgać kilkanaście metrów pod gruzami. Ze świadomością zagrożenia, bo przecież zdarzają się wtórne wstrząsy.

Ale uratowanie człowieka to wspaniała nagroda. Bywa, że zaciskasz dłoń na ręce uratowanego i nie chcesz jej puścić, jakbyś się bał go oddać.

I pchasz się do karetki, by pojechać z tym człowiekiem do szpitala, chociaż twoja rola już się przecież skończyła.

Reklama
Reklama

[b]Ofiary są często zmasakrowane, całe we krwi, wyją z bólu. Jak pan to znosi psychicznie?[/b]

Mamy taką zasadę, że nie dzielimy się emocjami, ale przecież wiadomo, że później każdy dusi je w sobie. Dręczy nas ból, niemoc, przerażenie. Również złość na – że tak powiem – czynniki nadrzędne. Bo przecież nasuwają się pytania: Dlaczego zginęły niewinne dzieci? Po co to całe cierpienie? Czemu to ma służyć?

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama