Od 1 lipca to samorząd przejmuje pełną odpowiedzialność za odbiór i przetwarzanie wszystkich śmieci w stolicy, ale mieszkańcy i opozycja zarzucają, że ratusz jest do tej rewolucji nieprzygotowany.

– Szykujecie nam tylko wysoki haracz w postaci opłaty śmieciowej! – atakowali wczoraj na sesji Rady Warszawy.

Mający większość w radzie klub Platformy Obywatelskiej odrzucił ostatnio niespodziewanie przygotowywane od miesięcy przez ratusz projekty uchwał dotyczących systemu naliczania nowego podatku za odbiór i zagospodarowanie śmieci. Dlatego na wczorajszej sesji radni dyskutowali tylko o zasadach – jak segregować odpady i jak utrzymać czystość na posesjach. Na konkretne stawki podatku ma przyjść czas w przyszłym miesiącu, gdy Sejm wprowadzi poprawki do obecnych przepisów, a ratusz przygotuje nowe projekty.

Te wyrzucone do kosza przewidywały, że opłaty wzrosną w stosunku do dzisiejszych nawet sześciokrotnie. Najbardziej po kieszeni dostałyby osoby samotne, które dziś płacą ok. 10 zł miesięcznie, a po zmianach co najmniej 48 zł.

– To, że rozmawiamy oddzielnie o stawkach i regulaminie, to tylko mataczenie wygodne politycznie, przecież wiadomo, że opłaty wynikają z tych zasad, o których mówimy dziś – uważa radny Maciej Maciejowski (Praska Wspólnota Samorządowa, wcześniej PiS). – Już wiem, że będzie drożej, ale dlaczego ma być gorzej? – zaatakował.

– Drożej musi być, bo w opłacie zawiera się koszt zagospodarowania odpadów, który dziś funkcjonuje źle i który zamierzamy naprawić – ripostował wiceprezydent Warszawy Jarosław Kochaniak.

Przewidziany przez urzędników regulamin zakłada, że od 1 lipca każda spółdzielnia i właściciel nieruchomości (na własny koszt) musi zaopatrzyć się w trzy pojemniki do selektywnej zbiórki – jeden na szkło (butelki i słoiki), drugi na odpady suche – papier i metal, trzeci – na resztę, czyli odpady mieszane.

Najwięcej kontrowersji wywołała częstotliwość ich opróżniania. Te z mieszanymi odpadami miałyby być wywożone raz na tydzień lub nawet dwa tygodnie, podczas gdy dziś w wielu blokach śmieciarki podjeżdżają co dwa dni, pojemniki z gabarytami – raz w miesiącu (dziś – w miarę potrzeb). Ratusz zakłada też, że w ramach opłaty tylko cztery razy w roku wywożone będą liście, skoszona trawa i ścięte gałęzie. Jeżeli gdzieś firma będzie musiała przyjechać częściej, będzie to płatne ekstra.

Elektrośmieci będzie można oddać za darmo w wybranych punktach, ale na własny koszt trzeba będzie je tam dowieźć. A dziś są firmy, które odbierają stare lodówki i pralki bezpłatnie z domu.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

– W uchwale są określone zasady minimalne, potrzebne do tego, byśmy mogli ogłaszać przetargi na firmy odbierające te odpady. Zakładam, że nikt nie będzie miał opróżnianych pojemników rzadziej niż dziś – przekonuje wiceprezydent Kochaniak.

Radny Zbigniew Dubiel (PO) zarzucił urzędnikom, że w segregacji Warszawa cofa się krok, bo dziś już w wielu miastach funkcjonują pojemniki na zbiórkę resztek spożywczych z gospodarstw domowych. Takiej możliwości nie przewidziano. Resztki odbierane będą tylko od restauracji i targowisk.

Lekceważenie zarzuca też władzom stolicy Komisja Dialogu Społecznego ds. ochrony środowiska działająca przy urzędzie miasta. – Nasza komisja nie opiniowała tego projektu. Dokumentów doczekaliśmy się dopiero wczoraj. A zamiast nas z nowymi zasadami zapoznała się... komisja dialogu ds. zwierząt. – Ratusz tak zwane konsultacje społeczne przeprowadził w bardzo niedogodnym terminie od 28 grudnia do 4 stycznia – wytyka szefowa tego ciała doradczego Maria Rosołowska.

Ostatecznie za uchwałami byli radni Platformy Obywatelskiej i część z Sojuszu Lewicy Demokratycznej, a przeciw – z Prawa i Sprawiedliwości.