Dziś kolejny odcinek naszej prezentacji kandydatów z pierwszych miejsc na listach do Parlamentu Europejskiego.

Wczoraj przedstawiliśmy „jedynki” dużych ugrupowań, które cieszą się, według sondaży, większym poparciem. Dziś ci, którzy mogą liczyć na 1 – 3 procent głosów.

Nie oznacza to jednak, że mają mniej energii do prowadzenia kampanii. Przekonują, że choć w mediach i telewizji jej nie widać (oprócz sztampowych spotów), to kandydaci Samoobrony, Prawicy RP czy UPR spotykają się z wyborcami i namawiają do głosowania 7 czerwca.

Niestety, według badań, frekwencja w niedzielę nawet w Warszawie ma być niewielka i nie przekroczy 30 procent.

– Jaka frekwencja, taka kampania – podsumowuje niemrawą walkę kandydatów politolog Bartłomiej Biskup. W stolicy najbardziej widoczne są plakaty liderów list i to tylko tych największych ugrupowań. – W Warszawie walka toczy się tylko o pięć mandatów, bój rozegra się między PO, PiS i SLD. Po co więc wydawać pieniądze na drogie billboardy – ocenia jeden z członków sztabu UPR. Unia skupia się więc na promocji programu partii, nie nazwisk.

Zdaniem polityków, na kształt kampanii wpływa też ograniczony budżet. PKW pozwala wydać jednemu komitetowi na kampanię do PE nieco ponad 10 mln zł.

[b]Elżbieta Fornalczyk (PPR)[/b]

Handlowiec, szefowa komisji zakładowej związku zawodowego „Sierpień ’80” w supermarkecie Tesco. Organizatorka pierwszego, głośnego strajku w hipermarkecie w Tychach. Upomniała się o podwyżki dla pracowników. – Nie udało nam się wtedy wywalczyć tych podwyżek, ale osiągnęliśmy coś innego. Pracodawca zaczął się z nami liczyć – mówi Fornalczyk. Pomaga w zakładaniu związków i organizowaniu pikiet w hipermarketach w innych miastach. 8 marca była na Manifie w Warszawie. Teraz Polska Partia Pracy „rzuciła ją na stolicę”, by „ludzie pracy zapełnili lukę europejską”. Tyska kandydatka ze stolicy zamierza w Parlamencie Europejskim walczyć m.in. o polepszenie warunków pracy Polaków.

[b]Marek Jurek (Prawica RP)[/b]

„Europa normalnych rodzin” – to hasło, z którym Marek Jurek i Prawica RP idą do tych eurowyborów. Swój program zatytułował „Silna Polska dla cywilizacji życia”. Kandydat najbardziej konserwatystycznego komitetu, głoszącego obronę wartości chrześcijańskich w Europie jest z wykształcenia historykiem, był marszałkiem Sejmu, szefem KRRiTV. I jak sam podkreśla, jest eurosceptykiem, twierdząc, że solidarność europejska to fikcja. Polityczną drogę przeszedł od ZChN przez Przymierze Prawicy do PiS. Od 2007 r. kieruje Prawicą Rzeczypospolitej. Mieszka pod Piasecznem. W wyborach popiera go m.in. Wiesław Chrzanowski. – Dlatego, że Marek Jurek głęboko wierzy w to, co głosi – mówi były marszałek Sejmu i prokurator generalny.

[b]Jan Sochocki (Samoobrona)[/b]

Jestem młodym emerytem – mówi o sobie. Z wykształcenia jest ekonomistą. Był doradcą ministra pracy i polityki społecznej. Mieszka w Śródmieściu, więc Warszawę zna „od środka”, dlatego na plakacie pokusił się o hasło: „warszawiak w Brukseli”. Choć Samoobrona nigdy w stolicy nie miała dużego elektoratu, nie przejmuje się. – Trzeba o poparcie zabiegać sukcesywnie – stwierdza. Jest jednym z najstarszych stażem działaczy tej partii w stolicy. Dla Warszawy w PE chciałby „załatwić” pieniądze na obwodnice. – One są nawet ważniejsze niż metro – ocenia Jan Sochocki. Zapowiada też walkę o bezpłatny Internet. – Bo wciąż bardzo wielu Polaków nie potrafi korzystać z dobrodziejstw Internetu, nawet w Warszawie – ocenia.

[b]Bolesław Witczak (UPR)[/b]

Inżynier logistyki po poznańskiej Wyższej Szkole Komunikacji, przedsiębiorca. Jest szefem UPR od połowy ubiegłego roku. Wcześniej szefował Unii w Wielkopolsce, zakładał też koło UPR w Szamotułach, gdzie mieszka. Bez powodzenia dwukrotnie startował w wyborach parlamentarnych. Teraz postanowił zawalczyć o mandat w Brukseli ze stolicy, choć jego partia to eurosceptycy. – Nie eurosceptycy, tylko uniosceptycy – poprawiał Witczak dziennikarzy w jednym z wywiadów. Jedno z haseł jego komitetu brzmi: „Niesiemy Europie wolność”. O jaką wolność chodzi? – Między innymi taką bez traktatu lizbońskiego – mówi kandydat. Sympatię warszawiaków postanowił zdobyć... rejsami po Wiśle.

[b]Artur Zawisza (Libertas)[/b]

Filozof, absolwent KUL, były poseł Prawa i Sprawiedliwości. Były dyrektor gabinetu politycznego Wiesława Walendziaka, były doradca Kazimierza Michała Ujazdowskiego (gdy był ministrem kultury) i były asystent Marka Jurka, gdy ten był szefem KRRiTV. Dziś z tym ostatnim rywalizuje do PE. Obaj odchodzili z PiS w 2007 r. do Prawicy RP. Ale od marca tego roku Zawisza jest wiceprezesem partii Libertas – dziś jednego z bardziej kontrowersyjnych ugrupowań na scenie politycznej. Jest też członkiem Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego. Co więc chce robić w PE? – Zamierzam dbać o wolność gospodarczą i podatkową oraz bronić praw rodzin – mówi Zawisza.