[b]Czy coś pana zaskoczyło w ustaleniach MAK?[/b]
[b]Michał Fiszer:[/b] To, w jaki sposób Rosjanie uniknęli jakiejkolwiek odpowiedzialności. Nawet tej moralnej, nie karnej. Przecież działania rosyjskiego nawigatora powinny również być ocenione przez rosyjską komisję. W mojej opinii nawigator powinien ostrzec załogę o schodzeniu pod ścieżkę, powinien zareagować. Nie zrobił tego, to też już wiemy. Nawet jeśli nie musiał, to czy moralnie za to nie odpowiada?
[b]W myśl raportu kluczowe błędy popełniła podczas lądowania załoga tupolewa.[/b]
Tak, to prawda. MAK ujawnił coś, co mnie bardzo zszokowało: załoga nie wprowadziła na głównym, najważniejszym wysokościomierzu dowódcy ciśnienia lotniskowego. Tego nie wiedzieliśmy wcześniej. Odczytywali wysokość z radiowysokościomierza, jak wiadomo – błędną. Nie wiedzieli, że przyrządy ich oszukiwały, że są znacznie niżej, niż powinni.
[b]Jak to możliwe?[/b]
To efekt niedostatecznego indywidualnego przygotowania się i brak kontroli przełożonych nad indywidualnym wyszkoleniem pilotów. Chodzi o to, że przełożony nie ma możliwości kontrolowania podwładnego, a wynika to z tzw. humanizacji. Nie ma twardej wojskowej dyscypliny. Zrezygnowano z takich metod w latach 90., uznając, że są zbyt restrykcyjne. Dziś to się mści, zwłaszcza wśród młodych pilotów.
[b]Jaki płynie z tego morał?[/b]
Z prezydentem powinni latać bardzo doświadczeni piloci, 45 – 50-letni, u których nad ambicją przeważa rozsądek.
[i]-rozmawiała Izabela Kacprzak[/i]