Jedni się cieszą, inni martwią, ale możliwe, że wszyscy będą się musieli pogodzić z faktem, iż pierwsze miejsca na listach kandydatów do Sejmu nie są dla nich.
Lider Sojuszu, który zgodnie z tradycją panującą w tej partii decyduje o obsadzie jedynek, chce starych działaczy zepchnąć na drugie pozycje. Żeby było jasne, o kształcie list decyduje zarząd krajowy partii, ale dziś zarząd to Napieralski.
Kto został zaliczony do grona tzw. starych?
Na przykład Leszek Miller, który dostał już rekomendację na kandydata do Sejmu, czy Józef Oleksy, którego na listę kandydatów proponuje warszawskie koło SLD Rampa.
Trudno wydobyć od zainteresowanych opinię, czy takie rozstrzygnięcie by ich zadowoliło. Ale wiadomo, że obaj liczyli na pierwsze miejsca. Jednocześnie przy ich pozycji i nazwiskach drugie miejsce to ogromne praw-dopodobieństwo zdobycia mandatu. – Ja namawiam Oleksego do startu w wyborach – mówi działacz koła Rampa.
Ale są i politycy, którzy z takiej miejscówki bez wątpienia by się ucieszyli, np. Wacław Martyniuk, którego na listę rekomenduje SLD w Gliwicach, Krystyna Łybacka, którą popiera organizacja miejska w Poznaniu, czy Marek Dyduch.
Ten ostatni dostał już rekomendację od organizacji wojewódzkiej na Dolnym Śląsku, ale cztery lata temu też doszedł do tego etapu, a ostatecznie wypadł z list. Pewne drugie miejsce by go usatysfakcjonowało.
Krystynę Łybacką zapewne też, skoro w 2007 roku zdobyła bez problemu mandat poselski, kandydując z trzeciego miejsca na liście. W tym roku jednak od współpracowników Napieralskiego można było usłyszeć, że Łybacka może najwyżej kandydować do Senatu. Taka sama pogłoska dotyczyła Martyniuka.
Kto i jakie miejsce otrzyma, okaże się dopiero w sierpniu, bo – zdaniem działaczy SLD – Napieralski nie ma powodów, żeby się spieszyć z układaniem list. Pewne jest jednak, że po odejściu Bartosza Arłukowicza nazwiska tzw. starych działaczy zyskały na atrakcyjności. Wszystkich ich łączy jedno: mają doświadczenie na scenie politycznej i wyrobione nazwiska, które przyciągają wyborców.
– Po odejściu Bartka w partii zapanował popłoch, że exodus dopiero się zaczyna – mówi jeden z polityków SLD. – A przecież ktoś musi zapracować na mandaty dla ludzi Grzegorza, którzy jeszcze nie mają wyrobionych nazwisk.