Rz: Kontrolerzy biletów padają ofiarą najdziwniejszych ataków ze strony pasażerów. Na przykład bywają gryzieni przez gapowiczów. Z czego wynika ta niechęć do kontroli?
Prof. Brunon Hołyst:
Z naszego charakteru narodowego. Jesteśmy indywidualistami i nie znosimy, kiedy ktoś nas obserwuje i sprawdza. Generalnie wszelkie kontrole spotykają się u nas z negatywną reakcją, ponieważ Polacy nie lubią krytyki ani tego, kiedy ktoś się wtrąca w ich sprawy.
Czy to spuścizna po totalitarnym państwie, jakim była PRL?
W PRL baliśmy się o swój byt, dlatego kontrola jako ingerencja w nasze sprawy stanowiła poważne niebezpieczeństwo. Dotąd nie lubimy mechanizmów zewnętrznych, które mają korygować nasze zachowanie, nawet jeśli to zachowanie sytuuje się na marginesie prawa. Jeśli nie łamiemy prawa, to wydaje się nam, że wyglądamy na tyle porządnie i solidnie, że nikt nie powinien ingerować w nasze sprawy czy w ogóle nas sprawdzać. Nie lubimy okazywać dowodów osobistych, nie lubimy nawet pytań o wiek.
A może to negatywne nastawienie do kontroli wynika np. ze złego zdania o policji i jej działaniach?
Środki masowego przekazu niejednokrotnie wyolbrzymiają afery w policji. Mamy w Polsce 100 tysięcy policjantów, którzy w większości wypełniają swoje obowiązki. Ale jeżeli w czasie kontroli drogowej policjant nie zachowa się kulturalnie, sprawdzając nasze dokumenty, bardzo nas to zdenerwuje. Często irytuje nas też to, że ktoś wytyka nam nasze błędy, np. przekroczenie prędkości.
Co więc musiałoby się stać, żeby to negatywne nastawienie do kontrolujących się zmieniło?
Nikt na świecie nie kocha policji, bo to organ egzekwujący prawo. Gdyby jednak policjanci częściej spełniali funkcje wychowawcze w przypadku naruszenia prawa, przełożyłoby się to na większe zaufanie do tej instytucji. Nie zawsze potrzebny jest mandat. Policja powinna sumiennie wykonywać obowiązki, ale z uwzględnieniem interesów obywatela.