- Jeżeli ktoś chce się otruć, to można na uszach stanąć i nic się nie zrobi. Jutro może wejść ktoś do toalety i wypić domestos. Jest idiotą i wypije domestos. Dopalacz jest takim samym świństwem – powiedział w TVP Info wiceminister zdrowia
Zdaniem Neumanna fala zatruć dopalaczami i ich rosnąca w naszym kraju popularność jest wynikiem niefortunnej nomenklatury. – Tak mi się wydaje z perspektywy czasu, że myślimy o dopalaczach a nie o narkotykach. Tym ludziom wydawało się, że to coś innego i mniej groźnego, bardziej powabnego, a to są ciężkie narkotyki, które mogą zabić – skomentował.
Minister zdrowia "walką z wiatrakami" nazwał łapanie producentów i sprzedawców dopalaczy. - Będą sukcesy po drodze, ale zawsze jak ta hydra będą te głowy odrastały i trzeba będzie je ścinać – powiedział.
Neumann nie zgodził się z opinią, że rząd robi zbyt mało w temacie dopalaczy. Minister zdrowia zwrócił uwagę, że od 1 lipca za sprzedaż dopalaczy można iść do więzienia na 8 lat. Do tej pory były tylko kary finansowe.
– Można sobie wymyślić, że wpiszemy ogólny zapis do ustawy: „Zakaz sprzedaży dopalaczy", ale co to oznacza? Dokładnie opisaliśmy to, co mogliśmy opisać, te związki chemiczne, które były znane na koniec kwietnia. Wszystkie możliwe dopalacze, które policja wykryła na rynku, zostały opisane i zakazane, i dzisiaj są ścigane jako narkotyki – powiedział Neumann.
Wiceminister zdrowia podkreślił również, że temat dopalaczy stał się zapalnikiem do kolejnej niezdowej rywalizacji międzypartyjnej. – Ja bym wolał, żeby PiS, który nie głosował za ustawą, przypomnę – nie chciał wprowadzenia tych kar, powstrzymali się od głosu – dzisiaj takiego moralizatora nie udawał. To jest tak samo, jak postawienie się po stronie kiboli, którzy demolują stadiony i tak samo wtedy zachowywali się przedstawiciele PiS-u. Dzięki tej ustawie, ludzi, którzy sprzedali to świństwo w Katowicach, będzie można wsadzić do więzienia. Gdyby tej ustawy nie było, dostaliby 20 tysięcy kary, być może – mówił w TVP Info.