Na miejscu wybuchu została wznowiona akcja poszukiwawczo-ratownicza. Dzięki niej, w rumowisku udało się odnaleźć żywego mężczyznę. Uznawany za zaginionego został przewieziony do szpitala. Agencja Xinhua przekazała, że jest to 19-letni strażak Zhou Ti.
Wciąż kilkadziesiąt osób uznaje się za zaginione.
Chińscy cenzorzy starają się, aby temat wybuchu zniknął z czołówek serwisów informacyjnych. Departament Propagandy w Tianjin zabronił dziennikarzom pisać na temat wybuchu w mediach społecznościowych. Dziennikarze nie mogą też relacjonować sytuacji na żywo.
Kilka tysięcy mieszkańców, którzy zostali ewakuowani, lub stracili dach nad głową, ostatnią noc spędziło w tymczasowych obozach.
Pogorzelisko miejscami wciąż płonie. Nad miejscem eksplozji wciąż unosi się dym.
Trwa ustalanie przyczyn wybuchu i szacowanie strat. Do ubezpieczycieli zgłaszają się już pierwsi poszkodowani.
Ogromne zniszczenia odnotowały koncerny motoryzacyjne. W pobliżu miejsca eksplozji znajdował się parking dla importowanych do Chin aut. Spłonęło 1000 samochodów należących do Renault i ponad 2700 aut Volkswagena. Koreański koncern Hyundai, który na parkingu w Tiencinie miał ponad 4000 samochodów straty oszacował na 136 milionów dol.
Do tej pory nie udało się ustalić, jakie związki chemiczne składowane były w magazynie niebezpiecznych substancji. Władze zapewniają, że nie doszło do skażenia powietrza. Tymczasem w miejscu katastrofy stwierdzono zanieczyszczenie gruntu cyjankiem.
Czytaj więcej: Chiny: Gigantyczna eksplozja w Tianjin