Reklama

Platformy zgubny skręt w lewo

PO szkodzi sobie i potencjalnym sojusznikom.

Aktualizacja: 19.08.2015 18:39 Publikacja: 18.08.2015 21:08

Od kiedy liderem PO została Ewa Kopacz, kolejne projekty ustaw i deklaracje przedstawicieli partii s

Od kiedy liderem PO została Ewa Kopacz, kolejne projekty ustaw i deklaracje przedstawicieli partii sytuują Platformę jako formację centrolewicową

Foto: Fotorzepa

Strategia przesuwania PO na lewo jest śmiertelnym błędem dla tej partii. Zwłaszcza jeśli jej twarzami mieliby się stać Roman Giertych i Michał Kamiński.

Po zmianie lidera

Platforma Obywatelska zmierza na lewo od wyborów 2005 roku. O ile w latach 2001–2005 ścigała się z PiS na to, kto jest najlepszą prawicą, o tyle po wygranej tej drugiej formacji przed dziesięcioma laty liderzy PO postanowili, że jej miejsce będzie w centrum sceny politycznej. W ten sposób wygrali elekcję 2007 roku i po niej już nigdy nie usiłowali walczyć z Jarosławem Kaczyńskim o miano najbardziej wiarygodnego reprezentanta polskiej prawicy.

Co więcej, starali się swojego głównego oponenta, czyli PiS, zepchnąć do prawego narożnika i narzucić mu wizerunek skrajnego radykała. Czasami to się udawało, czasami nie. O ile w elekcji 2011 roku taktyka ta przyniosła sukces, o tyle już wybory 2014 roku (europejskie i samorządowe) mogły świadczyć o tym, że przestaje ona przynosić oczekiwane skutki.

Po zmianie lidera coś się jednak zasadniczego dokonało w myśleniu czołówki PO (być może był to wpływ osobowości i prawdziwych poglądów Ewy Kopacz) i od tego czasu partia ta systematycznie i dosyć gwałtownie zaczęła przesuwać się na lewo. Kolejne projekty ustaw proponowane przez rząd i kolejne deklaracje jej znaczących przedstawicieli zaczęły sytuować Platformę jako formację centrolewicową. A to może okazać się brzemienne w skutki już na jesieni. Brzemienne i zgubne – dodajmy.

Porzucone miliony wyborców

Przysuwanie się PO na lewo skutkuje bowiem dwoma niekorzystnymi dla niej efektami – po pierwsze, otwiera dla PiS szerokie pole do penetracji wyborczej w centrum sceny politycznej.

Jeśli Ewa Kopacz ma zamiar ścigać się z SLD na lewicowość, pozostawia po swojej prawej stronie tysiące, jeśli nie miliony, centrowych wyborców, którym ten kierunek jest wyraźnie nie w smak. Nie chcą oni rządów dusz sprawowanych przez o. Tadeusza Rydzyka, ale na pewno nie chcą też rewolucji kulturalnej w stylu Janusza Palikota. A dzisiejszej Platformie wyraźnie bliżej ideowo właśnie do szefa Twojego Ruchu niż do dyrektora Radia Maryja.

Reklama
Reklama

To zaś ułatwia PiS pozyskiwanie tego centrowego, umiarkowanie konserwatywnego elektoratu. Zwłaszcza PiS z twarzami, do niedawna, Andrzeja Dudy czy – obecnie – Beaty Szydło. Taka partia niestraszna jest tym wyborcom, których nieco zaniepokoił dryf PO na lewo. Ewa Kopacz oddaje ich prawie za darmo Jarosławowi Kaczyńskiemu.

Drugim powodem, dla którego owo przesuwanie się Platformy na lewo należy uznać za błędne, jest to, że w ten sposób obniża się szanse Zjednoczonej Lewicy na przekroczenie progu 8 proc. W dawnych czasach można by nawet było uznać to za wskazany i przemyślany ruch, ale obecnie SLD i jego partnerzy to najpoważniejsi kandydaci na ewentualnych współkoalicjantów w rządzie PO i PSL. Jeśli Zjednoczona Lewica nie wejdzie do Sejmu, to szanse na zbudowanie rządu wokół PO spadną do zera. Ewa Kopacz zabija więc swojego potencjalnego koalicjanta – odbiera mu tlen i zabiera wyborców.

Twarze mało wiarygodne

Gdyby PO walczyła jednak o centrum, a nawet o część prawej strony sceny politycznej, to nie dość, że dawałaby szanse SLD i jej partnerom na dwucyfrowy wynik, ale i spychałaby PiS do prawicowej ściany. Jednak liderka Platformy z niezrozumiałych względów woli eksploatować tematy zarezerwowane dla ideowej lewicy, czym niszczy swego ewentualnego partnera i oddaje pole największej partii opozycyjnej.

Gdybyż jeszcze Ewa Kopacz miała ku temu popularne i kojarzone z lewicą twarze. Ale nie ma – najbardziej zaś eksponowanymi postaciami szeroko rozumianego obozu PO w nadchodzących wyborach są Roman Giertych i Michał Kamiński. Okazuje się zatem, że lewicowy dryf Platformy będzie sprzedawany medialnie przy okazji starań o mandat senatorski i poselski byłego lidera LPR i byłego spin doktora PiS.

Zamiast pozyskać takie postaci, jak Ryszard Kalisz czy Grzegorz Napieralski, szefowa rządu brnie w kampanię, której twarzami będą Giertych i Kamiński. I choć żadnemu z nich nie można odmówić inteligencji i znajomości mechanizmów rządzących polityką, to jednak jako symbole długiego marszu PO na lewo są mało wiarygodni.

To oni będą w mediach

Już sam ów marsz jest ryzykowny, ale pójście w tym kierunku z oboma politykami na sztandarach to już prawdziwy akt odwagi. Lub – bardziej precyzyjnie – niefrasobliwości.

Reklama
Reklama

Oczywiście, że to nie zgodnie z życzeniem Ewy Kopacz Kamiński i Giertych są i będą pokazywani jako czołowi kandydaci PO, ale polityka nie jest spełnianiem życzeń osób sprawujących władzę.

I cóż z tego, że premier może by i chciała, żeby ktoś inny był kojarzony z trwającą już kampanią. Media żyją własną logiką i to właśnie ci dwaj kandydaci będą najczęściej w nich gościli. Bo taki jest interes owych mediów. I owych kandydatów. Ale czy taki jest interes Platformy i samej Ewy Kopacz? Śmiem wątpić.

Autor jest politologiem, był europosłem PiS, PJN i Polski Razem

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama