O wycofaniu ze sprzedaży w sklepach w Mohylewie kontrowersyjnych globusów informują niezależne media białoruskie. Zażądał tego wydział handlu miejscowych władz, ponieważ przedstawiana na nich "przynależność terytorialna Krymu różni się od tego, co uznaje społeczność międzynarodowa". Wszytko to na wniosek miejscowego działacza opozycyjnej partii Gromada, który przypomniał, że Białoruś nie uznała aneksji Krymu przez Rosję. Stało się tak mimo bliskich związków politycznych i militarnych, które łączą oba kraja.

Globusy wyprodukowała firma Zachem-Głowala z Rębkowa pod Garwolinem.

Dlaczego polskie przedsiębiorstwo realizuje takie zamówienia?

- Firma z Białorusi, z którą od jakiegoś czasu handlowaliśmy, zamówiła towar. Na pytanie mejlowe, z jakim Krymem należy je wykonać, odpisali, że z rosyjskim. Wcześniej zamawiali Rosjanie i wyraźnie napisali, że chcą z Krymem rosyjskim, z żadnym innym nie chcą. Albo zrobimy taki, z jakim sobie życzą, albo nie kupią - to cała filozofia - wyjaśnia "Rzeczpospolitej" Tadeusz Głowala, prezes firmy Zachem-Głowala.

- A gdyby ktoś u pana zamówił globu ze Śląskiem jako terytorium niemieckim? - pytamy.

- Ja produkuję to, co sobie klient życzy. Rosjanie życzą sobie Krymu rosyjskiego. Ich Duma Państwowa zaakceptowała przyłączenie, reszta świata nie - odpowiada prezes Głowala, dodając, że na globusach produkowanych na polski rynek "nie znajdzie pan rosyjskiego Krymu".

Prezes nie chce ujawnić, jaka część produkcji jego firmy jest skierowana do Rosji i na Białoruś. Nie podaje też, ile globusów z rosyjskim Krymem zamówiła firma białoruska. Skarży się natomiast, że Białorusini za globusy nie zapłacili.