Obowiązek corocznego sporządzania raportów niefinansowych był dla przedsiębiorstw wyzwaniem. W pierwszym roku dały sobie z tym radę. Spodziewano się, że kolejne sprawozdania będą lepsze.

– Liczba firm, które mają obowiązek sporządzania raportów niefinansowych, spadła ze 167 za rok 2017 do 160 za 2018. Główne powody tego spadku to delistingi oraz „podpięcie się" niektórych spółek córek pod raport ich spółek matek – podała Magdalena Raczek-Kołodyńska, wiceprezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych (SEG).

Analizy prowadzone przez SEG pozwoliły na zidentyfikowanie kilku sposobów wykorzystania standardów przy sporządzaniu raportów. Najbardziej popularne standardy to GRI Standards i SIN. Spółki często przyznają, iż nawet jeśli starają się kierować jednym standardem, nie spełniają wszystkich jego wymogów. Niektóre zaś „mieszają" w swoim raporcie wymagania różnych standardów.

Zmalała liczba spółek, które nie powołują się na żaden standard – było ich 28 w raportach za rok 2018.

Premiera się udała

Zdaniem prezes Raczek-Kołodyńskiej porównanie raportów za lata 2017 i 2018 pozwala wysnuć wniosek, że przygotowując pierwszy raport – ten za 2017 r. – spółki bardzo się zmobilizowały, a po roku w większości wypadków bazowały na doświadczeniach z roku poprzedniego, dlatego rok 2018 nie był jakościowo znacząco lepszy.

– Obserwuję sytuację już od roku 2011, kiedy zostałam powołana do grupy roboczej Ministerstwa Gospodarki, zajmującej się odpowiedzialnymi inwestycjami. Zastanawialiśmy się, dlaczego nie ma w Polsce odpowiedzialnych inwestycji i doszliśmy do wniosku, że przyczyną jest brak danych. Spółki argumentowały wtedy, że nie ujawniają danych niefinansowych, bo nie ma nimi zainteresowania – wspomina wiceprezes SEG.

Jej zdaniem w latach 2012–2017 na tle Europy polskie spółki wypadały słabo, jeżeli chodzi o raportowanie danych niefinansowych. W roku 2014 pojawiła się dyrektywa unijna nakładająca obowiązek ujawniania danych niefinansowych, ale mimo to można było odnieść wrażenie, że część firm w roku 2018 była zaskoczona, że tak szybko nadszedł moment, gdy raporty trzeba sporządzać. – Moim zdaniem wtedy w wielu spółkach „ręka nie bardzo dogadała się z głową". Głowa, czyli zarząd, kazała przygotować raport, więc ręka zbierała odpowiednie informacje, ale potem głowa nie bardzo wiedziała, jak należy tę wiedzę wykorzystać. Zarządy często nie zdają sobie sprawy, jak ważne jest identyfikowanie i monitorowanie ryzyk niefinansowych oraz ocena, jak wpływają one na działalność spółki – ocenia Raczek-Kołodyńska.

Dlatego SEG w kontaktach z członkami stowarzyszenia stara się o tych wyzwaniach rozmawiać. Spora część spółek nadal traktuje raporty wyłącznie jako wymóg: trzeba zebrać dane, wypełnić tabelki i jakoś raport „sklecić".

Możemy tracić dystans

Zarządy dokładnie analizują różne kwestie związane z działalnością firmy, ale nie do końca doceniają sferę ryzyk niefinansowych. Do wielu spółek nie dotarły wnioski z unijnych wytycznych z 2019 r. sugerujące nie tylko identyfikowanie tych ryzyk, ale i poszukiwanie szans dla firm związanych np. ze zmianami w środowisku naturalnym i na rynku pracy. – Jeśli nasi menedżerowie nie zrozumieją znaczenia ryzyk niefinansowych, ale i szans z tym związanych, zostaną bardzo w tyle za firmami Zachodu – ocenia Raczek-Kołodyńska.

Analizą raportów od początku zajmowała się też warszawska SGH. – Kontynuujemy te badania i mogę stwierdzić, że postęp jest marginalny – oceniła prof. Maria Aluchna, kierownik Katedry Teorii Zarządzania SGH w Warszawie.

Główna bolączka to duże zróżnicowanie jakościowe raportów. Niektórzy przygotowali raporty bardzo porządnie, widzą sens i przydatność takich opracowań. Są też spółki, które dostają wytyczne ze swojej zagranicznej centrali i tam świadomość potrzeby sporządzania tych raportów jest rozumiana. – Potwierdzam wyrażoną już w naszej debacie opinię o dużym zróżnicowaniu, jeśli idzie o używane przez firmy standardy – mówiła prof. Aluchna.

Spółki często przekonują, że przestrzegają standardów, ale posługują się w sprawozdaniach nieporównywalnymi wskaźnikami. Często na początku praktyki raportowania raport jest bardziej opisowy, zwykle to rodzaj laurki dla firmy, a dopiero w kolejnych latach spółki pokazują wskaźniki, które umożliwiają obiektywną ocenę, czy nastąpił postęp np. w zużyciu energii rok do roku.

Zdaniem profesor z badań nad raportami spółek z GPW najsłabiej opracowane fragmenty sprawozdań to kwestia poszanowania praw człowieka i zwalczanie korupcji. Najlepiej wypadają zwykle sprawy pracownicze, bo działy HR mają odpowiednie wskaźniki i potrafią je jasno zaprezentować. W jej opinii sens społecznej odpowiedzialności biznesu i raportowania niefinansowego jest strategiczny: mają one służyć lepszemu dostosowaniu oferty do potrzeb klientów.

Potentaci też „na okrągło"

Nie tylko polskie spółki mają tego typu kłopoty. – Miałam okazję zapoznać się z raportowaniem kontrowersji ESG przez wielkie, międzynarodowe przedsiębiorstwa. Również takie, które łamią przepisy, co ujawniają m.in. niezależne instytucje. Czy w raportach firmy się do tego odnoszą? Niespecjalnie. Dopóki jest presja stowarzyszeń konsumentów, rządów, organizacji pozarządowych, starają się tłumaczyć, ale jeśli tylko presja maleje, już tego nie robią – relacjonowała prof. Aluchna. – Nawet jeśli dochodzi do drastycznych zachowań, np. gwałtu na pracownicy w fabryce, firmy te podkreślają w raporcie, że zwiększyły liczbę szkoleń, ale do tych drastycznych przypadków już się w nim nie odnoszą.

Jej zdaniem rośnie rola inwestorów w swoistym wymuszaniu przestrzegania dobrych praktyk, deklarujących np., że nie będą inwestować w spółki bardzo emisyjne.– Gdy wprowadzono obowiązek raportowania niefinansowego, jako środowisko biegłych rewidentów byliśmy sceptyczni co do dania dowolności w wyborze standardów, bo zdecydowanie ograniczało to porównywalność – przypomniała Ewa Sowińska, partner ESO Audit, biegły rewident, członek rady programowej Open Eyes Economy Summit.

– Jednak przekonały nas wtedy argumenty, że na początkowym etapie elastyczność będzie korzystna dla spółek, zachęci je do indywidualnego spojrzenia na siebie, da szansę na dobry start. Po pierwszym roku obowiązkowego raportowania byliśmy zadowoleni: raporty powstały, i to na czas.

Apetyty były większe

Przy raportowaniu za 2018 r. okazało się, że konstrukcja sprawozdań z pierwszego roku często była powtarzana w drugim. – Brakowało odniesień do danych zaprezentowanych w raportach za 2017 r. Interesariusze czekali już na coś więcej: na prezentację danych porównywalnych, na ocenę, co się udało osiągnąć, a w jakich obszarach – niestety – nie było poprawy, co było tego przyczyną, jakie wprowadzono zmiany. Czekaliśmy na więcej szczegółów i wskaźników – mówiła Ewa Sowińska. – Nasze oczekiwania były siłą rzeczy większe, ale stwierdziliśmy, że część sprawozdań była nawet bardziej „narracyjna" niż te z roku debiutu.

Partner ESO Audit liczył na większe zaangażowanie w proces przygotowania raportów członków zarządów. – Ponawiam apel o włączenie się członków zarządu i rad nadzorczych w proces przygotowywania danych niefinansowych, bo dzięki temu zdecydowanie wzrośnie jakość i precyzyjność zawartych w nich informacji – podkreślała Ewa Sowińska.

Jej zdaniem fakt, że sprawy pracownicze są zwykle najlepiej w raportach opisane, wynika głównie z tego, że ta grupa interesariuszy jest najbardziej świadoma: pracownicy umieją porównać to, co na co dzień widzą w firmie, z obrazem, jaki wynika z raportu. Banki, ubezpieczyciele też powinny sprawdzać firmy, używając danych z raportów, jednak tego nie robią na dużą skalę. Pozostaje ufać, że jest to kwestia czasu. Wciąż zbyt pobieżnie traktowana jest tematyka praw człowieka i walki z korupcją.

Kobiety i statystyka

– Szczególną wagę przywiązuję do różnorodności. Nawet jeśli spółka deklaruje, że kobiety są dla tej firmy ważne, to z raportu zwykle widać, że są ważne raczej jako klientki, a nie jako liderki mające wpływ na podejmowane tam kluczowe decyzje. Wciąż brakuje kobiet w zarządach i składach rad nadzorczych – oceniła Sowińska. – Jeśli w raporcie widzę tylko wskaźnik, jaki procent wszystkich pracowników stanowią kobiety, a nie ma wskaźnika, jaki odsetek osób decyzyjnych one stanowią, jest to dla mnie zaciemnianie sprawy, a nie rzetelny raport – podkreślała Ewa Sowińska.

– Wejście w życie unijnej dyrektywy i zmiany w polskiej ustawie obudziły w nas nadzieję na zwiększenie liczby nie tylko obowiązkowych sprawozdań, ale też liczby raportów społecznych. Po dwóch cyklach raportowania nasz zapał nieco ostygł. To, co widzimy w naszym konkursie „Raporty społeczne" – zgłoszonych zostało w poprzednim roku 45 raportów, czyli nieznaczny spadek w porównaniu z rokiem wcześniejszym – to nieco wyższy poziom sprawozdań, choć trudny do oceny na takiej niezbyt dużej próbie. Pozytywny trend: już nie tylko firmy publikują raporty społeczne, ale także organizacje pozarządowe, administracja i uczelnie wyższe – oceniła Izabela Opałczyńska, menedżerka projektów w Forum Odpowiedzialnego Biznesu.

Jej zdaniem firmy dbają o formę sprawozdania, raporty umieszczane w sieci są dostępne dla osób zainteresowanych, aktualizowane są wersje internetowe. Przykładem jasności i dostępności jest LPP, które swoim raportem umiało trafić do szerokiego grona odbiorców. W 2018 r. raport został nagrodzony za debiut, a rok później firma otrzymała nagrodę za najlepszy raport zintegrowany.

Pytań nadal sporo

Dobre, merytoryczne przygotowanie raportu nie jest jednak proste, co pokazują wątpliwości firm działających w grupach kapitałowych. Okazuje się, że nawet dane uzyskiwane z poszczególnych spółek grupy mogą być nieporównywalne. Rozbieżności pojawiają się w rozumieniu terminów, chociażby definiowanie „efektywności energetycznej". To jednak nie tylko polski problem. Komisja Europejska zwraca uwagę, iż nawet jeśli pewne dane są w raporcie, to nie jest łatwo je znaleźć i porównać.

Niektóre firmy nadal – co pokazują pytania kierowane do Forum Odpowiedzialnego Biznesu – mają kłopoty natury podstawowej: jaki ma być tytuł raportu, do kiedy ma on powstać, jakie dane muszą być ujawnione. Jeśli w niektórych firmach pojawiają się takie problemy, trudno oczekiwać, że z przygotowania zestawienia wyniknie duża korzyść dla firmy, jej pracowników i otoczenia. Nadal potrzeba czasu, by spółki oswoiły się ze sprawozdawczością niefinansową.

– Forum Odpowiedzialnego Biznesu kończy w tym roku 20 lat. Widzimy, jak długą drogę firmom udało się pokonać. Ale widać też, że potrzeba im jeszcze więcej czasu na wdrożenie takich zmian, jak te związane z raportowaniem. Potrzebne są kolejne inicjatywy edukacyjne, a także międzysektorowa współpraca na rzecz wzmacniania transparentności w biznesie – mówiła Izabela Opałczyńska.

Opowieści są ładne, ale...

Zdaniem Anety Piątkowskiej, zastępcy dyrektora Departamentu Analiz Gospodarczych w Ministerstwie Rozwoju, bardzo istotne jest, żeby firmy czerpały z doświadczeń dwóch lat raportowania. Wówczas łatwiej będzie im stosować w praktyce istniejące już na rynku rozwiązania, w szczególności te dotyczące udostępniania informacji na temat wpływu prowadzonej działalności na środowisko. – Musimy znaleźć złoty środek; połączenie obiektywnej oceny z dążeniem do zaprezentowania się z jak najlepszej strony – a to nie jest proste zadanie. Chodzi o to, aby firmy nie traktowały raportu tylko jako obowiązku ani też, by nie traktowały go jako okazji do sporządzenia pięknej laurki pokazującej firmę tak, jak świat chciałby ją widzieć – mówiła dyr. Piątkowska.

Jej zdaniem należy pokazywać to, co jest istotą firmy: jak ona się wpisuje w czynniki środowiskowe, w wymiar społeczny, w ład korporacyjny. Warto pamiętać, że przejrzystość i transparentność to aspekty cenione przez inwestorów. Nie są oni zainteresowani wyłącznie poznaniem najlepszych stron firmy, chcą się raczej dowiedzieć, z jakimi problemami mogą się zetknąć, gdyby się zaangażowali finansowo w tę firmę.

W ostatnich dwóch latach – relacjonowała dyr. Piątkowska – gdy firmy przygotowywały raporty, Komisja Europejska i państwa członkowskie intensywnie pracowały nad nowymi regulacjami. W 2018 r. Komisja zaprezentowała plan na rzecz finansowania zrównoważonego wzrostu gospodarczego, a cele wtedy wytyczone przekładają się teraz na konkretne działania. W jej ocenie wszystkie nowe regulacje to szanse, ale i ryzyka. Resort przedsiębiorczości, a obecnie rozwoju – przez półtora roku włączony był w dyskusję na forum europejskim nad projektem dotyczącym taksonomii. Taksonomia definiuje działalność gospodarczą zrównoważoną środowiskowo, pozwala identyfikować inwestycje wspierające zrównoważony rozwój.

– Zwykle bronimy się przed etykietowaniem, a taksonomia wprowadza takie „naklejki" na produkty finansowe. Firmy będą musiały m.in. pokazać, w jaki sposób podejmują decyzje inwestycyjne i jakie instrumenty finansowe oferują – mówiła dyr. Piątkowska.

Między katastrofą a szansą

– Powszechne jest u nas przekonanie, że ryzyko jest zawsze negatywne, należy jednak pamiętać, że często używa się terminu „ryzyka pozytywne i negatywne" – przypomniała dyr. Piątkowska.

Firmy, które naprawdę zaangażowały się w raportowanie, już są wygrane, bo najczęściej ich długofalowe modele rozwoju uwzględniają elementy istotne z punktu widzenia raportowania niefinansowego – głównie klimatyczne. Ci, którzy przegapią dobry moment, będą się borykać z tym wyzwaniem, niektóre firmy mogą mieć kłopoty nawet z przetrwaniem, bo nacisk na sprawy, które raportuje się w sprawozdaniach niefinansowych, będzie rósł. Dla przykładu: teraz taksonomia dotyczy tylko instytucji finansowych, ale spowoduje to, że instytucje te, chcąc sprostać wymogom taksonomii, będą wymuszać pewne zachowania na przedsiębiorstwach ubiegających się o finansowanie.

Zdaniem dyr. Piątkowskiej warto zauważyć, że wiele wymogów dotyczących przygotowania raportów nie jest obligatoryjnych, normą są okresy przejściowe. Spełnienie części wymogów, które weszły w życie w 2019 r., nie jest wymagane od razu, więc będzie czas na przetestowanie w praktyce funkcjonowania nowych przepisów podczas okresów dostosowawczych.

Młodzi nie darują

Dyskutantki podkreślały dużą rolę codziennych przykładów w kształtowaniu opinii młodego pokolenia. Jeśli młodzi słyszą komunikaty o jakości powietrza, czytają o produktach wycofywanych ze sklepów ze względu na szkodliwość, zdają sobie sprawę, że chodzi o zagrożenia aktualne dziś i dotyczące ich bezpośrednio.

– Najbardziej wyczuleni na te kwestie są uczestnicy studiów MBA i podyplomowych, gdyż łączą studia z pracą – oceniła prof. Aluchna. – Jedna z takich osób pracuje w firmie dostarczającej elementy do samochodów BMW. Dwa lata temu niemieccy partnerzy zapowiedzieli polskiemu kontrahentowi, że jeśli się nie dostosuje do wymogów zrównoważonego rozwoju, nie dostanie już zamówień. Wyzwanie okazało się spore, bo jeden z niezbędnych komponentów sprowadzany jest z tego rejonu Afryki, gdzie trwa konflikt. Osoby z takimi doświadczeniami mają wysoką świadomość konieczności działania już teraz na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Żonglowanie wskaźnikami