To wskazuje, że lipiec będzie wyjątkowo trudnym dla pasażerów miesiącem w europejskim lotnictwie.

Bo także strajkami chcą zademonstrować swoje niezadowolenie hiszpańscy kontrolerzy, którzy protestują przeciwko karom, jakie nałożył na nich zarządzająca lotniskami AENA. Hiszpanie, którzy już protestowali w czerwcu teraz jeszcze nie będą obsługiwać lotów 11,12,25 i 26 lipca. To dni wakacyjnych szczytów przelotowych do Hiszpanii i nad Hiszpanią,oraz do Portugalii. Kara ,przeciwko której protestują związkowcy, została nałożona przez AENA na 61 kontrolerów z Barcelony, którzy zastrajkowali w 2010 roku.

Natomiast oddaliła się groźba protestu pracowników pokładowych linii Lufthansa jeszcze bardzo realna 30 czerwca rano. Negocjacje płacowe, obejmujące również przywileje emerytalne, miały zakończyć się właśnie we wtorek 30 czerwca, ale zostały przedłużone do połowy lipca. - W tej sytuacji bardzo prawdopodobna akcja strajkowa została przesunięta w czasie do 15 lipca - powiedział Nicoley Baublies, szef związku zawodowego pracowników pokładowych UFO.

Prezes Lufthansy, Carsten Spohr nie ukrywa, że jest dobrej myśli i powiedział we wtorek, 30 czerwca, że gdyby jednak decyzja o strajku została podjęta, linia potrzebuje informację o proteście pracowniczym na 24 godziny przed jego rozpoczęciem, tak aby zminimalizować niedogodności, jakie zawsze dotykają w takiej sytuacji pasażerów.

Nie zmienia to faktu, że związkowcy są zdeterminowani, by uzyskać podwyżki płac, mimo że linia w tej chwili przechodzi ostry program cięcia kosztów, zwłaszcza w obliczy rosnącej konkurencji ze strony przewoźników z Bliskiego Wschodu.

A chodzi o kwoty ogromne - koszt programu emerytalnego Lufthansy sięgnął w ubiegłym roku 3,7 mld euro, a personel pokładowy ze względu na wysoką liczbę godzin spędzonych w powietrzu ma prawo do emerytury z chwilą ukończenia 55 lat. Dlatego właśnie Lufthansa chce podnieść wysokość składek emerytalnych, ponieważ obecne niskie stopy procentową nie dają już tak wysokiego, jak kiedyś zwrotu z inwestycji. Z kolei związkowcy uważają, że zarząd nie ma prawa niczego zmieniać w istniejącym programie.