Auta na minuty jadą na zaciągniętym hamulcu

Przyszłość car-sharingu w Polsce stanęła pod znakiem zapytania. Firmy z branży zwijają biznes, a samorządy nie chcą wspierać tej formy transportu.

Publikacja: 13.12.2022 21:00

Auta na minuty jadą na zaciągniętym hamulcu

Foto: PAP/Jakub Kamiński

Mija właśnie szósta rocznica działania nad Wisłą biznesu car-sharingowego. Wiele o kondycji tego stosunkowo młodego sektora świadczą dane, z których wynika, że w tym okresie z 18 firm świadczących usługi współdzielenia samochodów przetrwały raptem trzy. Branża nie rozwinęła się w naszym kraju tak dynamicznie jak choćby w Europie Zachodniej. Mimo to eksperci wierzą w sukces takiego modelu przemieszczania się po rodzimych miastach.

Mieć czy wynajmować?

Jak wynika z najnowszych danych stowarzyszenia Mobilne Miasto (MM), które „Rzeczpospolita” publikuje jako pierwsza, z możliwości wynajmowania na minuty samochodu poprzez aplikację można korzystać w 19 miastach w Polsce. Flota licząca 5,5 tys. pojazdów skupiona jest w rękach trzech operatorów – Panka, Traficara i 4Mobility, przy czym dwóch pierwszych wykroiło sobie aż 95 proc. rodzimego rynku. Panek niedawno ogłosił jednak, że ogranicza działalność i wycofuje pojazdy z kilkudziesięciu lokalizacji. Tak jak było w przypadku operatorów, którzy wcześniej zamknęli swoje biznesy: MiiMove (400 aut w Trójmieście), InnogyGo (500 „elektryków” w Warszawie) czy Vozilla (200 samochodów we Wrocławiu), zdecydował brak rentowności. Czy zatem car-sharing w Polsce skazany jest na porażkę?

Grzegorz Młynarski z Mobilnego Miasta, doktorant w Katedrze Miasta Innowacyjnego w SGH, wierzy, że takie auta, uzupełniając tradycyjne formy komunikacji w miastach, mają przyszłość. I przytacza badania, które pokazują, iż 30 proc. polskich użytkowników car-sharingu, dysponujących własnym samochodem, jest gotowych zamienić jego posiadanie na współdzielenie.

Czytaj więcej

Huby mobilności pomysłem na korki? Mogą powstać w polskich miastach

Według raportu MM przy decyzji o skorzystaniu z usług mobilności współdzielonej Polacy kierują się głównie wygodą: 93 proc. wskazań to bliskość pojazdu. Ważne są też względy ekonomiczne (na cenę usługi wskazuje 87 proc. respondentów) i ekologiczne. Aż 85 proc. badanych zgadza się z tym, że współdzielenie pojazdów pozwala zmniejszyć negatywny wpływ transportu na środowisko. Mimo to ok. 1 mln użytkowników car-sharingu w naszym kraju to wciąż zbyt mało, by branża mówiła o sukcesie. Eksperci twierdzą, że problemem jest brak instytucjonalnego wsparcia.

Brakuje zachęt

– Dziś systemy car-sharingu istnieją w Polsce wyłącznie dzięki determinacji, wizji i pieniądzom prywatnych przedsiębiorców, którzy podpierają dodatkowo tę usługę innymi, bardziej rentownymi działaniami – mówi Adam Jędrzejewski, prezes MM.

Jego zdaniem potrzeba systemowego wsparcia na poziomie zarówno administracji krajowej, jak i samorządowej – analogicznie jak ma to miejsce np. w obszarach elektromobilności czy taxi, które korzystają w miastach z licznych ułatwień oraz zachęt regulacyjnych i finansowych. Ostatni raz parę lat temu Wrocław udostępnił 200 miejsc parkingowych dla Vozilli. Od tego czasu operatorzy nie dostali innego wsparcia.

Czytaj więcej

Nastały trudne czasy dla flot samochodów na minuty

– Pewną barierę obserwujemy po stronie miast. Teraz coraz popularniejszy trend to wyprowadzanie ruchu samochodowego z centrów. Problem w tym, że pojazdy car-sharingowe traktuje się w tej strategii na równi z prywatnymi, mimo że z założenia mają się przyczyniać do lepszego wykorzystania zasobów przez użytkowników i odciążać strefy parkingowe z zalegających godzinami samochodów prywatnych – komentuje Piotr Groński, prezes Traficara. Jak podkreśla, miasta nie dostrzegają zalet car-sharingu. – Nie tworzy się żadnych stref dla aut na minuty, nie ma też preferencji w zakresie opłat za parkowanie – dodaje.

Analizy pokazują, iż polski rynek „sharingu” ma potencjał, by do 2026 r. zwiększyć ofertę samochodów na minuty nawet o 80 proc.

Huby transportowe bez car-sharingu?

W ostatnim czasie coraz więcej mówi się o tzw. hubach mobilności. Jak już pisaliśmy, nawet kilkaset takich obiektów mogłoby powstać w Warszawie. Jest jednak pewne „ale”. Idea tego konceptu zakłada, że w jednym miejscu parkowałyby skutery, rowery, hulajnogi i auta na minuty. Problem w tym, że włodarze stolicy nie chcą wspierać w takim projekcie car-sharingu. – Oczywiście, rozwijając funkcjonowanie car-sharingu, miasto dawałoby impuls do rezygnacji z prywatnych aut, ale dużo skuteczniejszym sposobem jest inwestowanie i rozwijanie transportu publicznego, co Warszawa robi na wielką skalę. Jeśli więc tworzyć huby transportowe, które z zasady zakładają dużą liczbę przesiadających się mieszkańców, to właśnie dla transportu publicznego. Robienie tego dla aut na minuty wydaje się wielce nieefektywne – ocenia Artur Szklarczyk z biura prasowego warszawskiego ratusza.

Mija właśnie szósta rocznica działania nad Wisłą biznesu car-sharingowego. Wiele o kondycji tego stosunkowo młodego sektora świadczą dane, z których wynika, że w tym okresie z 18 firm świadczących usługi współdzielenia samochodów przetrwały raptem trzy. Branża nie rozwinęła się w naszym kraju tak dynamicznie jak choćby w Europie Zachodniej. Mimo to eksperci wierzą w sukces takiego modelu przemieszczania się po rodzimych miastach.

Mieć czy wynajmować?

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Transport
Drugie podejście Gdyni do agroportu. Chętna KGS. Mamy też odpowiedź Viterry
Transport
Przewoźnicy liczą na ożywienie
Transport
Agroportów nie będzie. Utracona szansa na sukces Polski
Transport
Tomasz Szymczak, prezes lotniska Warszawa-Modlin: Modlin nie dał się zagłodzić
Transport
PKP Cargo wypowiedziało umowy sponsoringowe. Stracił je między innymi PKOL