British Airways i easyJet operujące z londyńskich lotnisk odwołują po kilkaset rejsów dziennie. TUI nie jest w stanie wywieźć urlopowiczów z Londynu i Manchesteru. Sprzedał im pakiety i trzeba byłoby zmienić rezerwacje hotelowe, transfery, warunki ubezpieczenia. – Łatwiej jest kasować całe wycieczki – mówi Rex Nikkels, który pracuje dla TUI na lotnisku Heathrow.

Czytaj więcej

Corendon Airlines: Dodajemy więcej przelotów do Turcji. Wymusza to popyt

Personel zmienił pracę

Głównym powodem jest brak personelu naziemnego na lotniskach – funkcjonariuszy z kontroli bezpieczeństwa, bagażowych, pracowników rejestrujących pasażerów. Przez ponad dwa lata pandemii wiele osób odeszło z branży lotniczej, znalazło pracę w innych dziedzinach gospodarki i teraz nie chcą wracać. Nowych pracowników jest jak na lekarstwo. Zarobki w lotnictwie są niższe niż przed pandemią i nadal pozostało w tej branży wiele niepewności.

Z powodu braku agentów handlingowych holenderski KLM był zmuszony do wstrzymania sprzedaży biletów na rejsy w końcu maja, bo wiadomo było, że personel naziemny nie będzie w stanie ich obsłużyć. Wcześniej już wszystkie linie lotnicze apelowały do pasażerów, żeby brali ze sobą wyłącznie bagaż podręczny. Z brakiem pracowników w kontroli bezpieczeństwa poradziło sobie lotnisko we Frankfurcie, ale w marcu były tam poważne problemy i bez zakłóceń odbywał się tylko przesiadkowy ruch pasażerski w ramach strefy Schengen.

– Ludzie czekali ponad dwa lata, żeby wyjechać na wakacje, i jest niedopuszczalne, żeby ich odpoczynek został zrujnowany. Te kłopoty muszą jak najszybciej się skończyć – mówi Rafael Schvartzman, wiceprezes Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych (IATA) na Europę. Jego szef Willie Walsh jest przekonany, że i przewoźnicy, i lotniska szybko sobie z tymi kłopotami poradzą.

Przewoźnicy nie są już takimi optymistami. Nie brak wśród nich opinii, że dzisiejsze kłopoty, trwające zresztą od tygodni, nasilą się tego lata. Mimo że ruch pasażerski według dostępnych prognoz ma być co najwyżej na poziomie z 2019 r. A wtedy aż takich kłopotów nie było. – Niestety, nie widać możliwości szybkiego rozwiązania obecnych napięć. Wiele osób opuściło naszą branżę i znalazło lepiej płatną pracę. Nie widzę szans na to, aby mieli teraz zechcieć wrócić – przyznaje Thomas Raynaert, dyrektor generalny organizacji Airlines for Europe (A4E), do której należą m.in. Lufthansa, easyJet i Ryanair.

Czytaj więcej

Zaskakująca decyzja Chin. Zakaz dla rosyjskich airbusów i boeingów

Koniec złudzeń

Europejska organizacja lotnisk Air Council International Europe (ACI) nie pozostawia złudzeń: poważne opóźnienia są nieuniknione na dwóch trzecich europejskich lotnisk.

Lotnisko Chopina w Warszawie na razie dobrze sobie daje radę z powrotem ruchu pasażerskiego, który szybko rośnie. PPL, który zarządza warszawskim portem, wyraźnie wziął sobie do serca kłopoty z ostatniego lata, kiedy pasażerowie, zwłaszcza rejsów czarterowych, czekali na bagaż nawet kilka godzin. Pomogło monitorowanie czasu dostaw bagażu. W razie przekroczeń PPL reaguje i natychmiast kontaktuje się z agentem. Tłok w porcie jest wówczas, kiedy odlatują rejsy atlantyckie LOT, ale tę sytuację znamy jeszcze sprzed pandemii i nie zmieni się ona, jeśli stołeczny port nie zostanie doinwestowany.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Których lotnisk powinniśmy starać się unikać tego lata, jeśli chcemy uniknąć wielogodzinnego wystawania w kolejkach? Zdecydowanie amsterdamskiego Schiphol, gdzie są ogromne braki personelu. Pracownicy grożą tam strajkami, domagają się wyższych płac i gwarancji zatrudnienia. Podobnie jest w Brukseli.

Z powodu braku pracowników zamieszanie panuje na lotnisku w Dublinie. W ostatni weekend tysiąc pasażerów nie zdążyło tam na swoje loty. – Niestety, niewiele tutaj możemy zrobić. Pracujemy z maksymalną wydajnością – mówi Dalton Philips, prezes dublińskiego portu. W czasie pandemii pracę straciło tam tysiąc osób, teraz zaczęła się rekrutacja, ale z gwarancją jedynie 20 godzin zatrudnienia w tygodniu. Więc szansa na poprawę jest znikoma.

Czytaj więcej

Szybkie koleje wjeżdżają do Egiptu. Będzie połączenie z Hurghady do Luksoru

Z powrotem pasażerów nie radzi sobie lotnisko Palma de Mallorca. To między innymi efekt brexitu, bo teraz Brytyjczycy muszą przechodzić pełną kontrolę paszportową ze stemplami wjazdu i wyjazdu włącznie. A to trwa. Władze portu przyznają, że jeśli nie uda im się zatrudnić dodatkowego personelu, to „wszystko się załamie” tego lata. Nie ma też szans na poprawę na londyńskich Heathrow i Gatwick, a British Airways odwołały od maja do października 10 proc. wszystkich lotów.

Przy tym pasażerowie, którzy z winy lotnisk nie zdążyli na loty, nie mają prawa do odszkodowań. – W zasadzie pasażerowie mogą spróbować walczyć o swoje prawa, jeśli nie zdążyli na swój lot, bo lotnisko jest niewydolne. Ale to już wymaga założenia sprawy sądowej. Więc raczej mało osób się na to zdecyduje – uważa Rory Boland, redaktor naczelny brytyjskiego „Which? Travel”.