W kwietniu, w czasie trwania inwazji Rosji na Ukrainie, polski rząd wzbudził silne kontrowersje decyzją o wydaniu zezwolenia na przewóz drogą powietrzną przez Polskę paliwa jądrowego z Rosji na Węgry. Sprawa wywołała burzę w Sejmie, a politycy PiS oskarżani byli o pójście na rękę Putinowi i wspieranie jego największego sojusznika w UE – Viktora Orbana.

— Organizacja tych transportów lotniczych była uzgadniana z Komisją Europejską. Mało tego, Komisja Europejska występowała o zgodę na zorganizowanie tych przelotów, tłumacząc to stanem zagrożenia – tłumaczył w Sejmie minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, zaznaczając jednocześnie, że energetyka jądrowa nie jest objęta sankcjami.

Onet postanowił to sprawdzić i wysłał w tej sprawie pytania do Ministerstwa Infrastruktury i Urzędu Lotnictwa Cywilnego, prosząc o dowody na słowa ministra Adamczyka, w tym dokumenty lub korespondencję mailową, która potwierdzałaby, że Bruksela faktycznie występowała o zgodę na przeloty z rosyjskim paliwem jądrowym. Urzędnicy nie byli jednak w stanie przedstawić żadnych dowodów.

Czytaj więcej

Aerofłot kupuje osiem Airbusów od zagranicznych firm leasingowych

Portal rozmawiał także nieoficjalnie z urzędnikiem Komisji Europejskiej. – Doszło do nieformalnego kontaktu między właściwymi organami krajowymi a komisją, aby pomóc organom krajowym ocenić, czy takie loty mogą być objęte odstępstwem przewidzianym w art. 3d.3 (rozporządzenia ws. sankcji wobec Rosji — red.) i czy państwa członkowskie mogłyby je zgodnie z prawem autoryzować. Zezwolenia były jak zawsze wydawane przez państwa członkowskie – cytuje rozmówcę Onet.

Urzędnik KE, z którym rozmawiał portal, nie potwierdził, by KE prosiła polski rząd o zgodę. Potwierdzenia na to nie ma również w dokumentach, które w trakcie kontroli poselskiej w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego uzyskał Michał Szczerba z KO.

Więcej na: Onet