Reklama

Gigant trzech scen

Piotr Fronczewski, wybitny aktor dramatyczny, dzieciom znany jako filmowy Pan Kleks, fanom popu i rapu - jako pastiszowy Franek Kimono - skończył 75 lat.

Publikacja: 08.06.2021 11:33

Gigant trzech scen

Foto: PAP/StrefaGwiazd/Stach Leszczyński

O Piotrze Fronczewskim od początku się mówiło, że może zagrać zarówno Hamleta, jak i odkurzacz. Tak bardzo jest wszechstronny.

Stworzył niezapomniane filmowe kreacje – w „Ziemi obiecanej” Wajdy czy „Barytonie” Zaorskiego. Jednak najlepiej czuje się w teatrze, specjalne miejsce w jego dorobku zajmuje ten telewizyjny i radiowy.

Po raz pierwszy pokazał się na szklanym ekranie w 1958 r. w spektaklu „Szymon Chrząszcz znieważa...” w roli Gazeciarza. Potem stworzył całą galerię różnorodnych charakterów. Nie sposób zapomnieć jego Tuzenbacha w „Trzech siostrach” u Bardiniego – naprężonego jak struna, skrywającego za pełną powagi twarzą przeczucie nieszczęśliwej miłości. Na przeciwnym biegunie aktorskich środków stworzył zimnego i wyrachowanego Mackie Majchra w „Operze za trzy grosze” u Dziewońskiego. Fantastycznie się odnalazł w postaci Chlestakowa. Zagrał małego szalbierza, który odkrywa w sobie pokerowego gracza licytującego najwyższą życiową stawkę („Rewizor” Gruzy).

U Krzysztofa Zaleskiego w „Paradach” Potockiego dał popis niesamowitej dynamiki, vis comica i zdolności transformacji. Pokazał, że jest nie tylko Pierrotem, ale i Arlekinem. W „Lokomotywie” dzięki doskonałej mimice, dykcji i ekspresji stał się lokomotywą. Dosłownie.

– Teatr powinien być połączeniem jarmarku i świątyni. I jak głosił napis nad teatrem „The Globe” 500 lat temu: „Aktor gra cały świat” – powiedział.

Mając doskonały warsztat, nie lubi i nie musi korzystać z charakteryzacji. Wyjątek uczynił dla roli Cyrana w telewizyjnym spektaklu Zaleskiego, gdzie pokazał tragedię nadwrażliwej duszy uwięzionej w ułomnym ciele.
W „Otellu” jego Jagon nie zdradzał diabelskiej przewrotności i konsekwentnie prowadził cyniczną grę. W „Żegnaj, laleczko” Adamika pokazał słynnego detektywa Filipa Marlowe’a jako człowieka ze wzrokiem i twarzą rozmazaną alkoholem, który jednak nie rozcieńczył mu sumienia. W „Podróży” Piotra Mikuckiego spotkał się ze swoim mistrzem, dyrektorem z Dramatycznego i Ateneum – Gustawem Holoubkiem. Zagrał człowieka pragmatycznego, który – dowiadując się o obozowej przeszłości ojca – musi przewartościować swoje życie.
Holoubek obsadził Fronczewskiego w roli Edypa. Powstała postać zaślepiona pychą, która kończy upokorzona – w ciemnościach ślepoty.

Reklama
Reklama

Ostatnio podziwialiśmy go jako Jurgena Stroopa w spektaklu Macieja Englerta. Zagrał butnego nazistę o ograniczonej umysłowości, próbującego jednak zrozumieć złożoność świata po tym, jak przestał być panem życia innych i stał się ofiarą.
– Zło jest słabe, godne współczucia, a nie potępienia – tłumaczył artysta.

O tym, że sam potrafił się przeciwstawić złu w PRL, świadczą ujawnione akta SB. Gdy aktorowi zabrano prawo jazdy i próbowano szantażem zmusić do współpracy, odpowiedział: „Ni chu..., będę jeździł rowerem”.

O swoim pokoleniu powiedział: – Należę do generacji, która nie wykreuje osobowości na miarę Tadeusza Łomnickiego i Gustawa Holoubka. Ale na jego pogrzebie przemówił jako lider środowiska. Pożegnał Holoubka słowami, że pozostawił nas w czasach, gdy człowiek wątpi w boskość Chrystusa. I dał odpowiedź, była nią modlitwa „Wierzę w Boga”.

Czytaj także:

Piotr Fronczewski: Wiele mnie śmieszy, ale coraz mniej chce mi się śmiać

Teatr
Teatr TV: Zamachowski jako Górski i Chyra jako Wilimowski. Kto wygrał ten mecz?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama