Finałowa gala okazała się widowiskiem groteskowym. Obecna była jedynie kilkudziesięcioosobowa grupa widzów – tych, którzy nagrody wręczali, i tych, którzy je odbierali. Drugich było jeszcze mniej, bo wielu laureatów nie przyjechało – m.in. Andrzej Barański (nagroda za reżyserię spektaklu „Stara kobieta wysiaduje” Różewicza oraz honorowa im. Krzysztofa Zaleskiego), także wszyscy wyróżnieni za najlepsze role w spektaklach Teatru TV i Teatru PR (Magdalena Kuta, Karolina Gruszka, Piotr Polk i Michał Żurawski).

Tylko jeden z laureatów wspomniał w odczytywanych podziękowaniach, że zatrzymał go plan filmowy.

Nieobecność wielu ważnych reżyserów i aktorów w Teatrze TV jest mocno odczuwalna

Żadną nagrodą nie uhonorowano największego aktora, Jerzego Treli, który stworzył przed śmiercią ostatnie role (w nagrodzonym słuchowisku „Edyp w Kolonos” i Teatrze TV „Matka odchodzi”). A przecież nie było ku temu przeszkód formalnych. Dziwna sytuacja miała miejsce w konkursie radiowym. Tu jurorem był Jarosław Gajewski, także aktor w ocenianym przez siebie słuchowisku „Gra w życie”.

Kuriozalne nagrody otrzymał „Krawiec” Mrożka w reżyserii Marka Bukowskiego. Pierwszą wręczył mu Krzysztof Czabański, przewodniczący Rady Mediów Narodowych, za to m.in., że „z twórczą odwagą i przenikliwością artystyczną przedstawiona została sztuka Sławomira Mrożka”. Według jurorów zaliczał się do niej także lifting sztuki, czyli adaptacja, którą uznali za najlepszą wśród konkursowych propozycji. Mrożek, mistrz absurdu i ironii znalazłby w tym werdykcie inspirację do kolejnej sztuki. O ile wytrzymałby, że jego precyzyjnie konstruowany dramat stał się tworzywem, z którym robi się, co się chce i na ile się umie. Marek Bukowski, odbierając nagrodę, zauważył, że „coś napisanego jakby z kodem udało się przetworzyć na coś, co się nadaje do konsumpcji przez Państwa”.

Widzowie festiwalu najlepiej skomentowali żenujący konkurs, przyznając Nagrodę Publiczności spektaklowi dla dzieci „Misja Lolka Skarpetczaka” Tomasza Trojanowskiego (reż. Anna Wieczur).

Sezon i oglądalności

W konkursie znalazło się osiem, czyli większość premierowych spektakli wyemitowanych w mijającym sezonie w poniedziałkowym Teatrze TV. Jeszcze w sezonie 2018/2019 zrealizowano 28 premier, z czego 21 przedstawień dla TVP 1. Teatr Telewizji, który pod koniec lat 80. XX wieku miał około 130 premier rocznie w wielu pasmach.

Czytaj więcej

Po „Dziadach" czas na „Ulissesa”

Ciekawostką jest, że sięgano po klasykę z najwyższej półki – od Sofoklesa („Król Edyp”) poprzez Szekspira („Romeo i Julia”), Słowackiego („Balladyna”) do Różewicza („Matka odchodzi”, „Stara kobieta wysiaduje”) i Mrożka („Krawiec”). W przeważającej części efekt porażał niezrozumieniem tekstu, nieudolnością inscenizacyjną. Nieobecność wielu ważnych reżyserów i aktorów w Teatrze TV jest mocno odczuwalna.

Analiza oglądalności Teatru TV nie jest możliwa, bo mimo próśb o udostępnienie danych TVP milczy. Z fragmentarycznych informacji wynika, że w tym sezonie rekordową oglądalność do 22 listopada 2021 miała „Balladyna” (470 tys. widzów), a np. „Stara kobieta wysiaduje” tylko 178 tysięcy. Publiczność maleje i nie tylko dlatego, że rośnie konkurencja filmów i seriali, ale że od Teatru TV w jego obecnym kształcie odwracają się wierni widzowie.

I co dalej?

Kiedy prezes TVP Jacek Kurski wręczał Grand Prix dla najlepszego spektaklu Jackowi Raginisowi-Królikiewiczowi za „Króla Edypa”, chwalił powrót do klasyki: „To dobrze, bo w tym świecie, w którym atakuje się fundamenty cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej, w którym nic już nie jest pewne, w którym atakuje się fundamenty relacji międzyludzkich, warto powrócić do źródeł i odnaleźć siebie i swoje człowieczeństwo w treściach i tekstach mistrzów. One są o wiele wiele lepsze niż prawie wszystkie teksty współczesnych teatralnych modnisiów”.

Nie uszczegółowił, o kim myśli, ale pewnie nie o Bronisławie Wildsteinie. Jego spektakl „Komedianci, czyli Konrad nie żyje” w reżyserii Andrzeja Mastalerza i z nim w roli głównej zaprezentowano przedpremierowo. To publicystyczny tekst, akcja toczy się w kulisach teatru, a bohaterowie, dążąc do realizacji aktorskich ambicji, wikłają się w mierne intrygi. Postaci wygłaszają bełkotliwe „złote myśli” podbite brakiem akcji scenicznej, co składa się na żałosny obraz całości.

Analiza oglądalności Teatru TV nie jest możliwa, bo mimo próśb o udostępnienie danych TVP milczy

– Nasz światek teatralny jest trochę zakłamany, bo istnieją wydmuszki medialne, na przykład coś się staje wydarzeniem artystycznym tylko dlatego, że jest skandalem, a tam w środku nic nie ma, żadnych wartości – zwierzał się reżyser po projekcji.

Premiera „Komediantów” odbędzie się w TVP Kultura. Oby nie był to zwiastun wypychania z ramówki spektakli teatralnych. Niepokój jest zasadny, gdyż w czerwcu zniknęło z Jedynki najważniejsze pasmo Teatru TV.

Wyjaśnienie
Decyzje jury radiowego

Pani Małgorzata Piwowar w krótkiej relacji z Festiwalu Dwa Teatry zatytułowanej Barbarzyńcy w ogrodzie („Rzeczpospolita” 19.06.2022), odniosła się m.in. do decyzji i sposobu pracy jury konkursu radiowego na wspomnianym festiwalu. W tym roku przewodniczyłem temu jury, dlatego chciałbym krótko odnieść się do jej zarzutów (ocena produkcji Teatru Telewizji, decyzji jury telewizyjnego i gali Festiwalu Dwa Teatry to rzecz odrębna). Zarzut pierwszy dotyczył nieuhonorowania żadną nagrodą „największego aktora” Jerzego Treli, który przed śmiercią zagrał w słuchowisku „Edyp w Kolonos” (a także w spektaklu telewizyjnym „Matka odchodzi”). Niestety pani Piwowar nie odnotowała, że „Edyp w Kolonos” w reż. Mariusza Malca zdobył Grand Prix w radiowej sekcji Festiwalu, a zadecydowała o tym przede wszystkim wspaniała rola Jerzego Treli. Wielkość aktorstwa Jerzego Treli podkreślił także reżyser słuchowiska podczas gali wręczenia nagród: „Jak przystało na mistrza zszedł ze sceny Teatru Polskiego Radia Edypem w Kolonos. Tak odchodzą mistrzowie”. Należy dodać, że Mariusz Malec zrealizował w radiu już prawie wszystkie tragedie Sofoklesa, a cechą szczególną jego słuchowisk jest obecność w składzie wykonawców wybitnych aktorów najstarszego pokolenia. Zgodnie z regulaminem radiowej Grand Prix, nagroda pieniężna trafia w ręce reżysera słuchowiska, realizatora dźwięku, autora tekstu lub jego tłumacza oraz kompozytora muzyki, w tej sytuacji przy jej podziale nie mogliśmy uwzględnić Jerzego Treli. Osobiście uważam, że regulamin ten powinien być w przyszłości zmieniony. Nagrodą indywidualną za najlepszą rolę męską uhonorowaliśmy natomiast Michała Żurawskiego za kreację postaci Krisa Kelvina w bardzo udanej adaptacji radiowej „Solaris” Stanisława Lema w reż. Jarosława Tumidajskiego. Niestety Pani Piwowar nie raczyła tej roli w ogóle zauważyć, jak również zignorowała nagrodę za rolę drugoplanową – dla Mariusza Bonaszewskiego. Nie wspomniała także o Karolinie Gruszce, która została uhonorowana za świetną rolę w słuchowisku „Ciało moje”, oraz innych nagrodzonych artystach. Odnotowała za to fakt, że w składzie jury radiowego znalazł się Jarosław Gajewski, który zagrał w nagrodzonym przez nas słuchowisku „Gra w życie”, na podstawie dramatu Maxa Frischa. Otóż nagroda ta trafiła w ręce Waldemara Modestowicza za najlepszą reżyserię radiową, a Jarosław Gajewski nie brał udziału w jej głosowaniu. Tego rodzaju praktyka jest często stosowana w konkursach, których jury składa się z najlepszych artystów reprezentujących daną dziedzinę sztuki, ludzi twórczych i zawodowo aktywnych. Ani decyzje jury radiowego, ani sposób jego pracy nie były więc wyrazem żadnego „barbarzyństwa”, choć oczywiście każdy krytyk może mieć własne zdanie na temat przyznawanych nagród. Opinia pani Piwowar na temat nagrodzonych przez nas słuchowisk będzie dla mnie bardzo cenna, nie zdarza się bowiem, by na łamach „Rzeczypospolitej” recenzowała ona produkcje radiowe.



Z wyrazami szacunku,



Jacek Kopciński

Odpowiedź Autorki

Szanowny Panie,

Pańskie uwagi dotyczące mojego tekstu (Barbarzyńcy w ogrodzie „Rzeczpospolita” 19.06.2022) nie mają charakteru sprostowania, zatem odnoszę się do nich, by jedynie sprecyzować: 



Po pierwsze: z Pańskiej odpowiedzi zrozumiałam, że regulamin konkursu słuchowisk „Dwóch Teatrów” pozwala na bycie jurorem przez twórcę konkursowych słuchowisk. Jeśli więc Jarosław Gajewski, aktor w nagrodzonym słuchowisku, był członkiem jury pod Pana przewodnictwem to obrady odbywały się zgodnie z regulaminem? Pozostaje więc tylko kwestia dobrych obyczajów;



Po drugie: członek jury zawsze ma prawo do votum separatum – czy werdykt nie został opublikowany w całości?



Po trzecie: Marcin Wrona pośmiertnie otrzymał Grand Prix na 16. „Dwóch Teatrach” za „Ich czworo” Zapolskiej. Specjalne uhonorowanie Jerzego Treli nie było niemożliwe;



Po czwarte: nie mam ambicji oceniania słuchowisk radiowych i ten tekst także nie jest o nich, tylko o sposobach postępowania, o których należy wyraźnie mówić, a widzom i słuchaczom je uświadamiać;



Z wyrazami szacunku



Małgorzata Piwowar