To pytanie proszę skierować do Marka Mikosa. Nie jest rzeczą organizatora planować repertuar albo skład zespołu, ustawa stanowczo waruje autonomię instytucji w tym względzie.
Nie jest tajemnicą, że Marek Mikos nie cieszy się poparciem reżyserów, którzy pracowali w Starym, w tym największych artystów sceny, m.in. Krystiana Lupy. Czy w takim stanie, de facto bojkotu, można prowadzić narodową scenę? Może potrzebna jest interwencja, a nawet dymisja, o której napomknął wicepremier Gliński?
Jeśli przejawem bojkotu ma być nieobecność Krystiana Lupy, to trzeba stwierdzić, że bojkotem Stary Teatr objęty został już za czasów Jana Klaty, bo to wtedy Lupa zerwał współpracę z tą sceną. Podobnie zresztą jak emblematyczni aktorzy Starego Teatru – Anna Polony, Jerzy Trela, Tadeusz Huk. I mimo to Klata mógł prowadzić teatr. Skąd zatem przekonanie, że nie mógłby tego robić jego następca, który dziedziczy ten niefortunny spadek?
Jak ocenia pani sytuację Polskiego we Wrocławiu pod dyrekcją Cezarego Morawskiego? Znaczących premier nie było, frekwencja spadła, wielu aktorów odeszło, dług wynosi 2 mln zł. Czy warto podtrzymywać tę dyrekcję? Może powinno dojść do kompromisu między MKiDN i marszałkiem Dolnośląskiego w sprawie dymisji?
Ujemny wynik finansowy Teatru Polskiego na koniec sezonu, czyli w sierpniu 2017 roku, wyniósł milion, a nie dwa. Natomiast faktyczne „długi", czyli tak zwane zobowiązania wymagalne, na koniec kadencji Krzysztofa Mieszkowskiego wynosiły 1 230 tys., po pierwszym sezonie Morawskiego – 140 tys. Mimo że w Teatrze Polskim doszło do sytuacji kuriozalnej – część zespołu aktorskiego kontestująca rządy nowego dyrektora, wbrew woli przytłaczającej większości pracowników tej instytucji, podjęła działania sprzeczne z elementarną etyką zawodu, która każe się podporządkować zasadzie „the show must go on" – przedstawienie musi się odbyć. Na kilka godzin przed rozpoczęciem spektaklu ci artyści zgłaszali niedyspozycję do występu – za późno, by zorganizować zastępstwo albo zmienić tytuł na afiszu. Pozostawało tylko przedstawienie odwołać i zwrócić widzom pieniądze za bilety. Podobnie było z nowymi tytułami – role zwracano na kilka dni przed premierą. To jest gospodarka rabunkowa: skoro sprawy w instytucji, w której pracuję, nie idą po mojej myśli, nie ustąpię, zatopię ją, a sam się ewakuuję gdzie indziej. Jak przypuszczam i pan w swojej redakcji, i ja w ministerstwie bywamy ofiarami frustracji, to w gruncie rzeczy nieuniknione doświadczenie pracownika jakiejkolwiek instytucji. Dalece nie każdy uznaje, że usprawiedliwia ono działania na rzecz jej destrukcji... I mimo tej destrukcji Teatr Polski zrealizował w minionym sezonie siedem premier. Gigantycznym wysiłkiem pozostałych swoich pracowników, lojalnych wobec własnej sceny. Twierdzi pan, że to nie były znaczące spektakle. Ciekawi mnie, dlaczego tak pan sądzi, bo, o ile wiem, żadnych recenzji niestety pan nie publikował...
Może to lepiej dla teatru? Tymczasem środowisko teatralne obawia się, że zmiana ustawy o organizacji działalności kulturalnej wprowadzi kontrolę MKiDN nawet nad samorządowymi teatrami. Jakie są założenia prac nad nowelizacją?