Rz: Po co nam dzień pamięci o ofiarach nazizmu i stalinizmu?
Nikołaj Mładenow:
Musimy pamiętać o tych, którzy zostali zabici przez te dwa barbarzyńskie reżimy. Nie wystarczy nam pamięć o ofiarach wojny, musimy czcić ofiary terroru. To były reżimy kierujące się różnymi ideologiami, ale równie brutalne.
Dlaczego mówimy o ofiarach stalinizmu, a nie komunizmu?
Osobiście wolałbym mówić o reżimie komunistycznym. Ale myślę, że trzeba szczególnie zaznaczyć to, co wydarzyło się pod rządami Stalina w Związku Sowieckim i w naszej części Europy. To było równie brutalne jak zbrodnie Hitlera. Poza tym są ciągle ludzie w Europie, którzy kwestionują zrównanie nazizmu i komunizmu. Dla mnie to nie podlega dyskusji, niezależnie od tego, z której skrajności ideologicznej się wywodziły.
Czy trudno było przekonać eurodeputowanych ze starych państw członkowskich do podpisania deklaracji?
Zabrało to trochę czasu. I mam wrażenie, że wśród eurodeputowanych z Europy Zachodniej ciągle wiele osób waha się przed zrównaniem Stalina z Hitlerem. Ale to część naszej misji w Parlamencie Europejskim, praca edukacyjna, żeby ludzie dowiedzieli się prawdy o zbrodniach stalinowskich w naszym regionie Europy. Nazizm i stalinizm to nic innego jak po prostu dwie strony tej samej monety.
Co po uchwaleniu deklaracji?
Teraz naszym zadaniem jest przekonanie rządów, żeby taki dzień ustanowić. W Bułgarii parlament ostatnio taki apel wystosował, wcześniej w czerwcu zrobił to parlament czeski.