Dane te, choć rekordowe w skali światowej, mogą okazać się niedoszacowane. Niektórzy epidemiolodzy przypuszczają, że rzeczywista liczba infekcji w USA jest dziesięć razy większa, co potwierdzają robione wyrywkowo testy.

Jak szacuje Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób, liczba zgonów też może być większa, nawet o 50 proc., bo albo z powodu niedopatrzeń, albo z braku testów część zgonów nie została zarejestrowana jako spowodowana przez Covid-19.

I wreszcie są przesłanki, że SARS-CoV-2 mógł się pojawić w USA o wiele wcześniej niż domniemany pacjent zero, który 100 dni temu zgłosił się do jednego ze szpitali w Waszyngtonie.

Bilans na rynku

Od tamtej pory życie w kraju ograniczone jest restrykcjami i zakazami, które uniemożliwiają dzieciom chodzenie do szkoły, a dorosłym do pracy; zakazują gromadzenia się na koncertach, wydarzeniach sportowych, w kinach, na przyjęciach i pogrzebach.

Z powodu ograniczeń ponad 26 mln ludzi straciło pracę, a gospodarka, która w styczniu i lutym prężnie się rozwijała, w pierwszym kwartale skurczyła się o 4,8 proc. w ujęciu rocznym. To wynik najgorszy od około dekady.

– W pierwszym kwartale mamy tylko dwa tygodnie zastoju, ale poczynione wtedy szkody przewyższają zyski z 2,5 miesiąca na początku roku – mówi w wywiadzie dla „NYT" Dan North, ekonomista. Pierwszy kwartał to czubek góry lodowej. Wyniki z kolejnych będą jeszcze gorsze.

Po kilku tygodniach walki z „niewidocznym wrogiem" Ameryka jednak robi postępy w kontroli nad pandemią. W wielu miejscach, gdzie wirus zrobił spustoszenie, np. w Seattle czy Nowym Orleanie, widać mocne tendencje spadkowe. Są jednak rejony, takie jak Los Angeles i Chicago, gdzie władze i służba zdrowia nadal zmagają się z epidemią.

O widocznej poprawie można mówić w epicentrum, czyli w stanie Nowy Jork, gdzie infekcję zdiagnozowano u prawie 300 tys. osób, a prawie 18 tys. zmarło. Liczba przyjęć do szpitali pacjentów z Covid-19, która w najgorszym momencie przekraczała 3000 dziennie, spadła o 70 proc.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Gubernator Andrew Cuomo przewiduje, że po 15 maja otwarte zostaną pierwsze sektory gospodarki w północnej części stanu Nowy Jork. Południe, czyli region miasta Nowy Jork, gdzie w dużym zagęszczeniu mieszka ponad połowa populacji stanu, i gdzie odnotowano ponad 160 tys. zachorowań, pozostanie zamknięte jeszcze przez kilka tygodni. – To będzie nowa rzeczywistość, ale wyjdziemy z tego silniejsi i mądrzejsi – mówi Cuomo.

Wizja ciężkiej jesieni

Największym orędownikiem odmrażania jest Donald Trump. – Teraz, gdy najgorsze mamy za sobą, Ameryka z niecierpliwością szykuje się na bezpieczne i szybkie otwarcie gospodarki – powiedział prezydent.

Pierwsze kroki zrobiło kilkanaście stanów, w tym Georgia, gdzie można już iść do fryzjera, kina i restauracji. Inne, takie jak Alabama czy Michigan, ostrożnie poluzowują ograniczenia, a jeszcze inne jak Massachusetts wprowadzają restrykcje, bo tam pandemia się rozwija. Eksperci zapowiadają, że mimo ogromnej poprawy miną jeszcze miesiące, zanim życie w Ameryce wróci do „normalności, jaką znamy". – Maski i konieczność utrzymywania dystansu towarzyszyć nam będą przez kilka miesięcy – mówi dr Deborah Birx z kryzysowej grupy ds. pandemii.

Dr Anthony Fauci, doradca prezydenta i dyrektor Krajowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych, przewiduje, że Amerykanie długo jeszcze nie będą mogli się gromadzić na koncertach i arenach sportowych. Zapowiada, że wirus wróci jesienią, na co Ameryka powinna się przygotować. – Moim zdaniem nie unikniemy jego powrotu. Jeżeli nie wymyślimy lekarstwa, być może czeka nas ciężka jesień – mówi dr Fauci.