O szczycie, który ma pogłębić współpracę sojuszu z Moskwą, rosyjscy eksperci mówią bez euforii, ale z optymizmem. Podczas sobotniego szczytu NATO – Rosja prezydent Dmitrij Miedwiediew ma, jak zapowiada Kreml, złożyć sojuszowi konkretne propozycje w sprawie ewentualnego udziału Rosji w natowskiej tarczy.

– Chcielibyśmy, aby przy ocenie zagrożeń i podejmowaniu konkretnych kroków w sferze obrony przeciwrakietowej była uwzględniana opinia Rosji jako równoprawnego partnera – powiedział doradca prezydenta Siergiej Prichodźko. Dodał, że wspólna taktyczna tarcza antyrakietowa może zostać utworzona w „średnioterminowej perspektywie”, a realizacja tego pomysłu zależy wyłącznie od woli politycznej. Samą koncepcję uznał jednak za „realną”. Potwierdził też wcześniejsze informacje o tym, że Rosja i liderzy 28 krajów sojuszu planują podpisanie porozumienia w sprawie tranzytu transportów do i z Afganistanu, a także szkolenia kadr dla struktur antynarkotykowych w tym kraju i innych państwach Azji Środkowej.

W przeddzień szczytu szef MSZ Siergiej Ławrow napisał w tygodniku „Itogi” artykuł. Zaczynając od pozytywnych zmian w polityce zagranicznej – od porozumienia z USA w sprawie ograniczenia zbrojeń strategicznych (START), poprzez poprawę stosunków z Unią Europejską, po relacje z Polską – Ławrow ocenia, że „ocieplenie” nastąpiło też na linii Rosja – NATO.

Chociaż w swoim tekście przemyca aluzje do nadmiernych ambicji sojuszu w niedawnej przeszłości i ubolewania nad brakiem reakcji na koncepcję globalnego bezpieczeństwa zgłoszoną przez Miedwiediewa, minister konstatuje, że zmieniło się także NATO. Rosja jest gotowa do współpracy z nim w poszukiwaniu koncepcji, która umożliwi wspólne zwalczanie zagrożeń.

Zmiana tonu jest wyraźna i widać ją praktycznie na wszystkich szczeblach – od prezydenta po ambasadora Rosji przy NATO Dmitrija Rogozina, który w wywiadach wyraźnie stara się omijać tematy drażliwe, a skupiać na pozytywnych. „Nie potrzebujemy konfrontacji i nie damy się w nią wciągnąć” – przekonuje Ławrow. „Naturalnie, istnieje wiele problemów międzynarodowych, odnośnie do których nasze stanowiska się nie pokrywają. (...) Ale my nie koncentrujemy się na tym, nie stawiamy rozbieżności przed tymi sprawami, gdzie nasze interesy są zbieżne” – pisze.

Eksperci reagują na ten zwrot o 180 stopni dość ostrożnie. Politolog Fiodor Łukjanow sugeruje, by z daleko idącymi wnioskami poczekać. – Relacje z NATO i Zachodem zmieniają się cyklicznie i są pochodną stosunków Moskwy z Zachodem – uważa. A ponieważ w związku z protestami republikanów wobec ratyfikacji START przyjazna atmosfera może się zepsuć – to samo może dotyczyć relacji z sojuszem. „Moskwa potrzebuje Zachodu, dlatego wychodzi mu naprzeciw. Ale robi to ostrożnie, by nie zostać posądzoną, że rezygnuje ze swoich zasad, jak zdarzało się to w przeszłości” – pisze na portalu Gazeta. ru politolog Andriej Riabow. Sceptyczny jest też dziennik „Izwiestia”, który przypomina m.in. o atomowych ambicjach NATO. [i]—Justyna Prus z Moskwy[/i]