- Ten człowiek (Adrian Pracoń - red.) wydawał mi się prawicowy. To dlatego nie oddałem do niego ani jednego strzału. Gdy na niego spojrzałem, zobaczyłem w nim siebie - mówił podczas procesu Brevik.
Adrian Pracoń wysłuchiwał słów ekstremista w nadziei, że zrozumie, dlaczego jego życie zostało oszczędzone. Wyjaśnienie, które podał Breivik, nigdy nie przyszło mu do głowy.
- To jest chore, że bawił się w mojego Boga, decydował o tym, kto ma żyć, a kto umrzeć – powiedział Pracoń.
W strzelaninie na wyspie Utoya zginęło 69 osób, a osiem kolejnych poniosło śmierć w wybuchu bomby w stolicy Norwegii. Ładunek eksplodował w pobliżu kancelarii premiera Jensa Stoltenberga, przewodniczącego Partii Pracy, który w tym czasie był nieobecny w biurze.
Anders Behring Brevik jest oskarżony o zabójstwo 77 osób.
Breivik przyznał się do zarzucanych mu czynów, ale zaznaczył, że nie czuje się winny, ponieważ dążył do tego, by ochronić Norwegię przed wielokulturowością i zalewem islamu, którym sprzyja polityczna lewica.
Breivikowi grozi do 21 lat więzienia, jeśli zostanie ostatecznie uznany za poczytalnego.