Projekt zgłosił deputowany Andriej Ługowoj, podejrzewany w Wielkiej Brytanii o zamordowanie Aleksandra Litwinienki. – W ostatnim czasie znajdujemy się w bardzo agresywnym środowisku międzynarodowym. Uważam, że państwo powinno wiedzieć, kto z obywateli jest zależny od zagranicy – tłumaczył Ługowoj z trybuny parlamentu.
Nikt w Rosji nie wie, ilu obywateli dotknie nowe prawo. Według byłego zastępcy szefa służby imigracyjnej Wiaczesława Postawnina może chodzić nawet o 10 milionów Rosjan. Wśród nich znajduje się duża grupa imigrantów z byłych republik ZSRR (głównie środkowoazjatyckich), którzy przeniósłszy się do Rosji, nie zrezygnowali z poprzedniego obywatelstwa. Głównie po to, by móc bez przeszkód odwiedzać krewnych.
Ale dotyczyć ono będzie też znacznej liczby tzw. nowych Ruskich, starających się mieć obywatelstwo kraju, w którym kupili nieruchomości lub mają konta w bankach. Trudno nawet oszacować, ile to osób. Wiadomo jedynie, że na przykład ok. 10 tysięcy mieszkańców Petersburga ma obywatelstwo fińskie, bo tuż za granicą kupili domy letniskowe. Finlandia jest jednak mało popularnym w Rosji miejscem zakupu nieruchomości.
Dotychczas władze zabraniały posiadania drugiego obywatelstwa deputowanym, senatorom i większości urzędników państwowych, w tym pracownikom FSB. Ci ostatni nie mogą również mieć za granicą własności i kont w bankach, chyba że „na czas pracy operacyjnej".
Postawnin zwraca uwagę, że ustawa przewiduje odpowiedzialność nie tylko administracyjną, ale i karną dla osób ją naruszających. A to daje odpowiednim służbom prawo stosowania pełnej gamy środków: od podsłuchu telefonów i poczty elektronicznej po rewizje mieszkań w poszukiwaniu paszportów innych krajów.