Korespondencja z Rzymu

Mówiąc o koniecznym poszanowaniu suwerenności Ukrainy Renzi podkreślił, że wypowiada się w imieniu społeczności międzynarodowej. Powołał się na konferencję telefoniczną, która odbył wczoraj z prezydentami Barackiem Obamą i Francoisem Hollandem, premierem Davidem Cameronem i przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Obiecał Ukrainie współpracę i pomoc gospodarczą. Padły wszystkie rytualne słowa o umiłowaniu i znaczeniu pokoju w Europie, ale ani jedno o tym, kto konkretnie temu pokojowi zagraża. Renzi ani słowem nie potępił Rosji za aktywne wspieranie tego konfliktu żołnierzami i sprzętem.

Po godzinnej rozmowie z prezydentem Ukrainy Petro Poroszenko i krótkiej wypowiedzi dla prasy Renzi wsiadł w samolot i poleciał do Moskwy, prawdziwego celu swojej dwudniowej podróży. Jak tłumaczył w wywiadzie telewizyjnym, będzie się starał przekonać Putina, by Rosja w Radzie Bezpieczeństwa ONZ wsparła inicjatywę międzynarodowej akcji w Libii. Bojownicy Państwa Islamskiego w Libii dwa tygodnie temu zagrozili Italii zamachami i inwazją. Poza tym niemal codziennie z Libii masowo przybywają do Włoch przez Morze Śródziemne uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki. Włosi nie radzą sobie z tym exodusem. Renzi wyjaśnił, że w kwestiach międzynarodowych, szczególnie Bliskiego Wschodu, nie można pomijać Rosji. Przestrzegł też przed izolowaniem Putina.

Wizytę Renziego w Kijowie włoskie media kwitują milczeniem lub krótkim wtrętem, że to krótki przystanek po drodze do Moskwy. Wojna domowa na Ukrainie Włochów kompletnie nie obchodzi. „To nie nasza wojna" – przekonują prawicowe gazety, a niemal codziennie pojawiają się w mediach wyliczenia, ile Italia traci na sankcjach nałożonych na Rosję i rosyjskich kontrsankcjach. Ukraińska tragedia jest dla Włochów jedynie bolesną przeszkodą na drodze wielkich interesów z Rosją. Nie przypadkiem jutro we włoskiej ambasadzie w Moskwie przed rozmowami Renziego z Putinem i premierem Miedwiediewem dojdzie do spotkania około 300 wielkich przedsiębiorców obu krajów. Ze strony włoskiej reprezentowani będą m.in. Fiat, kolosy energetycze ENI i ENEL, Pirelli, Merloni, Ferrero i Iveco.

Pojawiły się podejrzenia, że nie sprawa Libii, a reset gospodarczych stosunków z Rosją jest prawdziwym celem dwudniowej wyprawy Renziego na wschód. Wszystko wskazuje też na to, że Renzi nie uzgodnił tej wizyty z unijnymi partnerami, a postawił ich wobec faktów dokonanych łamiąc nieformalny bojkot dyplomatyczny Putina w imię egoistycznych interesów swego kraju.