Rozmowa zamieszczona została na dwóch stronach dziennika. W środku, ogromne zdjęcie Kliczki, ubranego w szary sweter. Przy sercu z dumą trzyma w ręku paszport Ukrainy. Mimo że częściej przebywa w Hamburgu, gdzie ma swoje biuro, albo w Nashville, gdzie mieszka jego żona 25-letnia aktorka Hayden Panettiere z urodzoną w grudniu córeczką Kayą lub na Florydzie, gdzie zazwyczaj trenuje, nigdy nie zerwał związków z ojczyzną. Szczególnie teraz, gdy Ukraina znajduje się w stanie wojny z Rosją. - Mam cztery rezydencje, ale tylko w Ukrainie czuję się u siebie. Jestem przede wszystkim Ukraińcem – wyznaje bokser.

On i jego brat Witalij są sportowcami zaangażowanymi. Brat zdecydowanie bardziej. Miał startować w wyborach prezydenckich, ale zrezygnował z nich, by poprzeć Petro Poroszenkę. Od 24 maja ubiegłego roku jest merem Kijowa. - Odpowiedzialnym za życie milionów obywateli – podkreśla Władimir. - Jest bardzo blisko bieżących wydarzeń. Mamy wojnę z Rosją, która zaatakowała nasze granice na wschodzie. To tragiczne. W takim kontekście, odpowiedzialność, jaką ponosi mój brat, jest ogromna. Nasz system polityczny, nasza gospodarka znajduje się w niebezpieczeństwie. Były dyktator Wiktor Janukowycz uciekł ze swoją kliką i zostawił puste kasy. Trzeba naprawić zło. Mój brat próbuje zbliżyć się do świata zachodniego, żeby uzyskać pomoc gospodarczą i rozwiązać konflikt. Zajmuje się tym cały czas – dodaje.

Władimir Kliczko mówi jakby był politykiem, a nie bokserem. – Ta wojna nie ma sensu, jesteśmy dwoma bratnimi narodami – tłumaczy i ostrzega. – To, co teraz się dzieje może wywołać trzecią wojnę światową. Rosja przecież może wkrótce zażądać zwrotu Alaski. Historycznie mają do tego prawo. To terytorium należało do nich, zanim rosyjskie imperium sprzedało go w USA. Przy dobrej kampanii medialnej Rosja znajdzie jeszcze kilka osób pochodzenia rosyjskiego żyjących na Alasce. Uważam, że społeczeństwo europejskie śpi. Putin robi to, co chce. W boksie mamy powiedzenie: „Trzeba odpowiedzieć agresją na agresję". On się nie zatrzyma, jeśli nie wyznaczy mu się granic. Będzie kontynuował marsz naprzód – twierdzi młodszy z braci Kliczków.

Na pytanie, jakie zajmie stanowisko, jeśli wybuchnie wojna, czy może takie, jak Mouhammad Ali, który odmówił udziału, w wojnie w Wietnamie, bokser odpowiedział nieco oburzony. – Ale przecież wojna trwa! Ogłoszona została mobilizacja na poziomie drugim z trzech faz. Przypadek Alego dotyczył innej historii. On powiedział wyraźnie:

„Wietnamczycy nic mi nie zrobili". Na razie nie zostałem jeszcze powołany, choć jeśli tak się stanie, prawo nakazuje mi odpowiedzieć na to wezwanie. Choć sądzę, że będę bardziej użyteczny jako osoba publiczna niż zakładając kamasze, żeby pójść na front – mówi Kliczko.

Władimir nadal czuje się bokserem. 39-letni mistrz świata trzech federacji WBA, WBO i IBF przygotowuje się do kwietniowej walki o obronę tytułu z Amerykaninem Bryantem Jenningsem. – Zabrzmiałoby fałszywie, gdybym powiedział, że walczę za mój naród. Coś w tym jednak jest. Jestem na ringu sam, ale mój sukces przenosi się na mojego brata, moją rodzinę i mój naród. Tak samo fałszywie zabrzmi więc, jeśli powiem, że walczę dla siebie. Wiem, że mój sukces sportowy jest ważny dla rodaków. Walki przyciągają ludzi przed telewizory, a zwycięstwa dodają nadziei i motywacji Ukraińcom.