Wybory prezydenckie w USA odbędą się 3 listopada.

W głosowaniu przedterminowym przed tegorocznymi wyborami udział wzięła rekordowa liczba Amerykanów - przy czym niemal 60 mln zagłosowało korespondencyjnie. W niektórych stanach zliczenie oddanych drogą korespondencyjną głosów może zająć dni, a nawet tygodnie - pisze Reuters. To z kolei oznaczałoby, że w dniu wyborów prezydenckich nie poznamy zwycięzcy.

W niektórych stanach - jak np. w Pensylwanii - głosy oddane korespondencyjnie zliczane są dopiero od dnia wyborów, co wydłuża cały proces.

- Nie uważam, aby to było uczciwe, że musimy czekać (na wynik) długi czas po wyborach - mówił Trump dziennikarzom przed wiecem w Karolinie Północnej. Trump dodał, że gdy głosowanie w wyborach zostanie zakończone "do gry wkroczą prawnicy" - nie rozwinął jednak tej myśli.

Trump zaprzeczył jednocześnie doniesieniom Axios, że ogłosi zwycięstwo w wyborach, jeśli wstępne wyniki będą wyglądać dla niego korzystnie, nawet jeśli rozkład głosów w Kolegium Elektorskim nie będzie jeszcze pewny.

Wcześniej prezydent wielokrotnie wskazywał na zagrożenie, jakie dla uczciwości wyborów stwarza głosowanie korespondencyjne przekonując, iż stwarza ono pole do licznych nadużyć.

Do głosowania korespondencyjnego - w związku z sytuacją epidemiczną - zachęcała swoich wyborców Partia Demokratyczna.

W wyborach w 2016 roku 25 proc. głosów zostało oddanych korespondencyjnie. Obecnie udział w głosowaniu przedterminowym - zarówno w formie korespondencyjnej, jak i w działających lokalach wyborczych - oddało rekordowe 92,2 mln Amerykanów. 

W sondażu Reuters/Ipsos z 27-29 października Trump uzyskuje 43 proc. wskazań, a jego rywal, Joe Biden - 51 proc.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

W przypadku porażki wyborczej Trump byłby pierwszym - od czasów George'a H. W. Busha - prezydentem, który nie zapewnił sobie reelekcji.