Skandując "Zatrzymać kradzież!" i "Policzcie mój głos!" protestujący, w większości nie noszący masek, zebrali się przed Departamentem Wyborczym hrabstwa Maricopa w Phoenix. W Arizonie niewielką przewagę, po zliczeniu większości głosów, uzyskał Joe Biden. Fox News i AP przypisały już 11 głosów elektorskich z Arizony Bidenowi, któremu po wygraniu w Arizonie do zwycięstwa w wyborach wystarczyłoby wygranie wyborów w jednym z czterech stanów - Nevadzie, Georgii, Karolinie Północnej lub w Pensylwanii.

W 2016 roku w Arizonie wygrał Donald Trump co przyczyniło się znacząco do jego zwycięstwa w wyborach prezydenckich.

Pod Departamentem Wyborczym w Arizonie zebrało się ok. 200 osób - budynek oddzielał od protestujących szpaler uzbrojonych policjantów.

40-letni Chris Michael, uczestnik protestów tłumaczył, że przyszedł pod budynek Departamentu, by upewnić się, że wszystkie głosy zostaną zliczone. Michael dodał, że chce gwarancji, iż liczenie będzie przeprowadzane "etycznie i zgodnie z prawem".

Na Facebooku we wtorek pojawiły się pogłoski, że niektóre głosy oddane w hrabstwie Maricopa (jego stolicą jest Phoenix) nie są zliczane. Miało chodzić o głosy oddane na Donalda Trumpa.

30 osób, w większości zwolenników Republikanów próbowało też wtargnąć do budynku, w którym liczone były głosy w Detroit, po pojawieniu się pogłosek, że dochodzi tam do fałszerstw wyborczych.