Donald Trump zapewnił sobie jak dotąd 213 głosów elektorskich w wyborach prezydenckich, które odbyły się 3 listopada, a jego rywal, Joe Biden, 253 głosy. Biden prowadzi też w Arizonie i Nevadzie - zwycięstwo w tych dwóch stanach dałoby mu wygraną w wyborach prezydenckich.

- Jeśli policzy się legalnie oddane głosy, z łatwością bym wygrał - mówił Trump. - Jeśli policzy się nielegalnie oddane głosy, oni (Partia Demokratyczna - red.) mogą próbować ukraść nam wybory - dodał.

Prezydent Trump po wygłoszeniu oświadczenia nie odpowiadał na pytania dziennikarzy.

Wcześniej Trump apelował na Twitterze, by "wstrzymać liczenie głosów". Chodzi o głosy oddane w wyborach prezydenckich korespondencyjnie, które wysłano najpóźniej w dniu wyborów, ale które dotarły do komisji wyborczych już po dniu wyborów.

"Jakikolwiek głos, który wpłynął po dniu wyborów nie będzie policzony" - napisał też Trump na Twitterze, mimo że Sąd Najwyższy orzekł, iż głosy takie mogą być uznane za ważne m.in. w Pensylwanii, w której wciąż trwa liczenie głosów.

Jak pisze AP nawet niektórzy przedstawiciele Partii Republikańskiej są skonsternowani podważaniem przez Trumpa uczciwości wyborów prezydenckich.