Od weekendu tureckie lotnictwo bombarduje pozycje kurdyjskich oddziałów YPG na północy Syrii. – Nie zgodzimy się, aby przejęli Azaz. Będziemy tak długo prowadzili naloty, aż się wycofają – zapowiedział turecki premier Ahmet Davutoglu.

Azaz to główne syryjskie miasto przy granicy z Turcją, niemal obowiązkowy punkt tranzytowy w drodze do potężnego północnego sąsiada. Po wybuchu wojny w Syrii pięć lat temu Kurdowie w tym rejonie kraju zbudowali zalążki niezależnego państwa. Ochronę zapewniało przejęcie kontroli nad tą częścią syryjskiej przestrzeni powietrznej przez Amerykanów. Dla Waszyngtonu YPG okazała się wyjątkowo skutecznym sojusznikiem w walce z tzw. Państwem Islamskim, bo nikt nie miał do tej pory odwagi przeciwstawić się oddziałom Daeszu we wschodniej części kraju.

Ale z perspektywy Ankary sytuacja wygląda inaczej. Uważa YPG za organizację terrorystyczną, siostrzane ugrupowanie działającej od przeszło 30 lat w samej Turcji ultralewicowej PKK. Po serii zamachów latem ub. roku w południowo-wschodniej Turcji władze zaostrzyły politykę wobec YPG. Obawiają się, że powstające na gruzach Syrii państwo kurdyjskie okaże się zapleczem dla ruchów niepodległościowych po drugiej stronie tureckiej granicy.

To może być dopiero początek. Ash Carter, sekretarz obrony USA, uważa, że tureckie, ale także saudyjskie oddziały specjalne szykują się do bezpośredniej interwencji lądowej w Syrii. Ich celem miałoby być odbicie Rakki, stolicy tzw. Państwa Islamskiego. Ostateczną decyzję Ankara i Rijad uzależniają tylko od wyniku zawieszenia broni, które pod koniec ubiegłego tygodnia zawarli w Monachium sekretarz stanu John Kerry i szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Szanse, aby walki w Syrii rzeczywiście ustały, są jednak praktycznie żadne. Już w bawarskiej stolicy Ławrow przyznał, że ocenia je na mniej niż 50 proc.

W porozumieniu Kreml zastrzegł, że nie wstrzyma bombardowań przeciw Daeszowi, nie zrobi tego również przeciw „innym organizacjom terrorystycznym". Moskwa rozumie pod tym ostatnim pojęciem także umiarkowaną syryjską opozycję, która od lat była wspierana przez Waszyngton. Stanowisko identyczne jak rosyjskie zajął w sprawie rozejmu Baszar Asad. Syryjski dyktator zapowiedział, że i on nie wyda rozkazu wstrzymania walk. W poniedziałek w rosyjskich atakach z powietrza na szpitale w trzech miejscowościach, w tym Azaz, zginęło przynajmniej 23 osoby – podali Lekarze bez Granic.

Paradoksalnie umowa między Kerrym a Ławrowem spowodowała więc intensyfikację walk o Aleppo. Upadek miasta oznaczałby spektakularny sukces wojsk wiernych reżimowi w Damaszku. Ale w szturmie jeszcze większy udział mają oddziały wspieranego przez Iran Hezbollahu. Ich sukces oznaczałby zasadniczą zmianę układu sił na Bliskim Wschodzie na rzecz wspieranych przez Teheran szyitów.

Aby do tego nie dopuścić, Arabia Saudyjska szykuje się do skoordynowanej z Turcją interwencji. – Mamy właściwie takie samo stanowisko jak Turcy, którzy są teraz przekonani, że Państwo Islamskie należy pokonać. Czas nie działa na naszą korzyść. Interwencja jest konieczna – mówi Reutersowi saudyjski dyplomata.

Do tej pory Turcy zajmowali dość dwuznaczne stanowisko wobec Daeszu. Dla Ankary priorytetem było obalenie reżimu Asada. Dopiero przejmowanie coraz większej części terytorium syryjskiego przez Kurdów skłoniło Ankarę do zmiany tego stanowiska.

Kogo ze swoich sojuszników, Turków czy kurdyjską YPG, wybiorą USA? – Nie mam wątpliwości, że staną po stronie Ankary. Turcja to dla Waszyngtonu sojusznik o fundamentalnym znaczeniu – mówi „Rz" Aaron Stein, ekspert Royal United Services Institute (RUSI) w Londynie.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Odkrywaj karty historii i pogłębiaj swoją wiedzę od starożytności po nowoczesność

ZAMÓW

W weekend wiceprezydent Joe Biden zadzwonił do premiera Davutoglu, próbując go przekonać do zaniechania bombardowań pozycji kurdyjskich. Bez skutku. W Ankarze zdają sobie sprawę, że na osiem miesięcy przed wyborami prezydenckimi Obama nie podejmie skutecznej interwencji w Syrii, gdzie dominującą potęgą staje się Rosja.

– Putin nie jest zainteresowany współpracą z nami. Chce umocnić reżim Asada i stworzyć z Syrii bazę dla poszerzenia wpływów Rosji na Bliskim Wschodzie – uważa Norbert Roettgen, szef Komisji Spraw Zagranicznych niemieckiego Bundestagu.