„Strony postanowiły na zasadzie dobrowolności powołać głęboko zintegrowaną polityczną i gospodarczą Wspólnotę Białorusi i Rosji" – czytamy w dokumencie podpisanym przez prezydentów Białorusi i Rosji 2 kwietnia 1996 roku. Rok później Aleksander Łukaszenko i ówczesny rosyjski przywódca Borys Jelcyn ogłosili powstanie Związku Białorusi i Rosji (ZBiR). Miała być wspólna flaga i godło, wspólna waluta, a nawet wspólny parlament i rząd. Przedstawiciele białoruskiej opozycji demokratycznej oskarżyli wtedy Łukaszenkę o zdradę suwerenności. Wywołało to masowe protesty w centrum Mińska, które na taką skalę już nigdy się nie powtórzyły na Białorusi.
– Moskwa traktowała to porozumienie jako część powolnej aneksji Białorusi. Z kolei Łukaszenko na poważnie myślał, że dzięki temu uda mu się zastąpić Jelcyna na Kremlu. Gdyby do tego doszło, Białoruś zostałaby częścią Rosji – mówi „Rz" znany białoruski politolog Aleksandr Klaskouski.
Gdy na Kreml wprowadził się Władimir Putin, plany Łukaszenki się pokrzyżowały. – Od samego początku Łukaszenko z Putinem się nie lubili i obdarzali fałszywymi uśmiechami – dodaje Klaskouski. Od tamtej pory zapowiadana integracja ograniczyła się jedynie do integracji gospodarczej. Łukaszenko do dziś nie zgodził się na wspólną walutę, która miała zostać wprowadzona jeszcze w 1997 roku. Zgodził się natomiast na dominację języka rosyjskiego, który całkowicie wypchnął język ojczysty Białorusinów z przestrzeni publicznej. Obecnie na Białorusi nie ma żadnej uczelni wyższej, gdzie wykładano by wszystkie przedmioty w języku białoruskim.
Co ciekawe, mimo totalnej rusyfikacji liczba zwolenników zjednoczenia z Rosją na Białorusi co roku maleje. Z najnowszego sondażu przeprowadzonego przez niezależny białoruski ośrodek NISEPI wynika, że pomysł ten popiera jedynie 24,8 proc. Białorusinów. Z kolei 52,4 proc. ankietowanych opowiada się zdecydowanie przeciwko łączeniu się z Rosją.
– Białorusini nie są przeciw temu, by otrzymywać dotacje od Rosji, ale wolą żyć oddzielnie i nie zachwycają się specjalnie rosyjską polityką imperialną – twierdzi Klaskouski.