Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Gdyby nie aparat Partii Demokratycznej, Bernie Sanders mógłby zawalczyć o Biały Dom, a nawet go zdobyć
– Ona musi zostać następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych – powiedział senator z Vermontu na wspólnej konferencji prasowej z Hillary Clinton w jednym z liceów w Portsmouth (New Hampshire). Ale zaraz dodał: – Wspólnie zaczęliśmy polityczną rewolucję aby przemienić Amerykę, i ta rewolucję musi trwać".
To nie są słowa rzucone na wiatr. 14 miesięcy temu, gdy Bernie Sanders zaczynał walkę o nominację Partii Demokratycznej, żaden poważny ekspert nie dawał mu szansy na zdobycie znaczącej części elektoratu. Ale do tej pory jedyny członek Kongresu, który sam siebie nazywa socjalistą (Amerykanie do tej pory utożsamiali to określenie z obraźliwym „marksistą", jeśli nie wręcz „komunistą"), zdobył poparcie 13 mln zwolenników Partii Demokratycznej! I tak naprawdę to nie ich zbyt mała liczba zdecydowała o tym, że Sanders nie stanie naprzeciw Donalda Trumpa w walce o Biały Dom w listopadzie. Senator otrzymał bowiem 1894 głosów delegatów, niewiele mniej niż była sekretarz stanu (2204). Rozstrzygające okazało się stanowisko aparatu partyjnego, czyli tzw. superdelegatów: 560 z nich poparło Clinton, 47 na Sandersa.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: