Ziuganow komentował wczorajsze zajścia w Waszyngtonie, podczas których tłum wdarł się do gmachu Kongresu, domagając się unieważnienia wyniku wyborów prezydenckich.
W zamieszkach zginęły 4 osoby, 14 policjantów odniosło obrażenia, 52 osoby zostały aresztowane.
Ziuganow uważa, że po zwycięstwie Joe Bidena w Stanach Zjednoczonych dochodzi do władzy "okrutna, agresywna i ekstremistyczna ekipa".
- Wraca do nich bumerang. To zapłata za kolorowe rewolucje, których w ciągu 50 lat przeprowadzili ze trzy tuziny, jeśli nie więcej - mówił Ziuganow. - Cóż, teraz za to płacą.
Jego zdaniem ta "fala" zniszczyła zarówno władców Afryki północnej, jak i Jugosławii, zburzyła "normalny" rząd na Ukrainie, a w zeszłym roku dość mocno "nadgryzła" Białoruś.
Według Ziuganowa wydarzenia w USA budzą "poważne zaniepokojenie".
- Oto konsekwencje oszukańczej kampanii złodziei. Biden to reprezentant globalnego kapitału, który pluje na Amerykę. Zależy mu tylko na narzuceniu swoich wartości - przekonywał przewodniczący KPFR.
- To przerażająca filozofia. U nich nie ma nawet taty i mamy, jest rodzic pierwszy i rodzic drugi - mówił.
Wydarzeń w Waszyngtonie nie komentuje ani Kreml, ani rosyjskie MSZ. Wypowiedział się jedynie szef Komisji Spraw Międzynarodowych Dumy Państwowej Leonid Słucki. Ocenił, że są one wynikiem rozłamu w amerykańskim społeczeństwie.