Tak zwane Państwo Islamskie, które przegrywa w Iraku, Syrii i Libii, musi szybko otworzyć nowy front walki, jeśli chce rekrutować kolejnych sympatyków i nie dać się zmarginalizować przez Al-Kaidę. Logicznie byłoby, gdyby za wrogów zostały uznane Rosja i Iran, dwie potęgi, które dziś są najbardziej zaangażowane w przebudowę Bliskiego Wschodu. A także Stany Zjednoczone, główny sojusznik Izraela i petromonarchii Zatoki Perskiej. Od czasu, gdy trzy lata temu z planów interwencji wycofał się François Hollande, Europa w tej części świata jest zasadniczo nieobecna.