Nowy prezydent trzymał w poniedziałek Francuzów w napięciu przez kilka godzin. W końcu tuż przed 15.00 rzecznik prezydenta wyszedł na dziedziniec Pałacu Elizejskiego i w trakcie konferencji prasowej, która trwała 10 sekund, ogłosił nazwisko nowego premiera: Edouard Philippe.

– Macron próbował skaptować Alaina Juppégo lub któregoś z baronów Republikanów. Ale natknął się na mur. Prawica dopiero po wyborach parlamentarnych w czerwcu chce negocjować z prezydentem z pozycji siły. Stanęło więc na polityku drugiego sortu, to porażka – mówi „Rzeczpospolitej" Guy Sorman, wybitny francuski politolog.

Philippe, dotychczas mer 200-tysięcznego, portowego Hawru, należy do konserwatywnej partii Republikanie. W przeszłości był jednak wychowankiem socjalistycznego, reformatorskiego premiera Michela Rocarda. I tak jak Emmanuel Macron jest absolwentem prestiżowych francuskich szkół. Teoretycznie jego biografia znakomicie pasuje więc do wizji prezydenta, który chce przełamać głęboki podział sceny politycznej na prawicę i lewicę, aby, jak to zrobili już kilkanaście lat temu Niemcy, wynegocjować tak potrzebne Francji reformy gospodarcze.

Tyle że jak podkreśla Sorman: tu nie było żadnych negocjacji, Macron jak niegdyś Bonaparte próbuje błyskawicznymi decyzjami wszystkich zaskoczyć i postawić na swoim. Wyrwać z partii Republikanie czołowe postacie, doprowadzić do podziału ugrupowania i przejąć kontrolę nad sceną polityczną.

Z wielkim poprzednikiem Macrona łączy nie tylko strategia polityczna. Do najwyższego urzędu w państwie doszli w podobnym wieku: Bonaparte koronował się na cesarza Francuzów w wieku 35 lat, obecny prezydent ma ich tylko o cztery więcej. Mają też podobny, niezbyt imponujący wzrost: Napoleon był tylko o 4 cm niższy (mierzył 169 cm). No i tak jak Bonaparte Macron najwyraźniej ma zamiłowanie do pompatycznych spektakli jednego aktora, rzecz jasna z własną osobą w roli głównej.

Teoria włoskiego psychiatry

– Wszyscy się spodziewali, że ze względu na młody wiek uprości ceremoniał, jak to zrobił w 1974 r. Valéry Giscard d'Estaing. Ale on w niedzielę w czasie inauguracji powrócił do monarchistycznego protokołu generała de Gaulle'a i François Mitterranda. A przecież nie może się z nimi równać – został wybrany niejako przez przypadek, przez „błąd statystyczny" – mówi Sorman.

Niektórzy Francuzi zaczynają podejrzewać, że ich nowy prezydent, o którym jeszcze rok temu mało kto słyszał, może być psychopatą, skoncentrowanym tylko na własnym sukcesie. Po francuskim internecie hula wywiad z włoskim psychiatrą, profesorem Adriano Sagatoprim, który tłumaczy, że profil psychologiczny Macrona ukształtował się przede wszystkim w czasie romansu z nauczycielką francuskiego, dzisiejszą Brigitte Macron. Aby przełamać szok, jakim mógł być dla piętnastolatka taki związek, Emmanuel miał zbudować bezwzględną osobowość, której służy zdecydowanie ponadprzeciętna inteligencja.

– Zamiast prowokować Republikanów, Macron powinien mianować premierem wybitnego technokratę, osobę powszechnie cenioną, ale niezwiązaną z żadnym obozem politycznym – uważa Sorman.

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

We wtorek prezydent ma przedstawić skład nowego rządu. Na giełdzie pojawiają się nazwiska niektórych ważnych polityków prawicy, jak minister ochrony środowiska u Nicolasa Sarkozy'ego Nathalie Kosciusko-Morizet (spokrewniona z Tadeuszem Kościuszką, mogłaby zostać ministrem obrony) czy były gaullistowski premier Jean-Pierre Raffarin, który miałby kierować francuską dyplomacją. Ale zweryfikować te plotki jest bardzo trudno, bo od wyborów 7 maja Pałac Elizejski milczy jak grób – francuskie media mają ogromne trudności ze zdobyciem jakichkolwiek przecieków.

To jeszcze jedna cecha nowej prezydentury: Macron chce wypowiadać się rzadko, aby jego deklaracje były zawsze uważane za coś wyjątkowego.

– Raffarin jest lojalny wobec lidera Republikanów François Baroin, teraz przebywa w Chinach, nie szykuje się do wejścia do rządu – zapewnia Sorman.

Trzy godziny z Merkel

Macron będzie jednak bardzo potrzebował porozumienia ponad podziałami, aby zapobiec ogromnym manifestacjom, gdy przyjdzie do wdrażania trudnych reform, szczególnie rynku pracy. W poniedziałek, jak to tradycyjnie robią francuscy prezydenci w pierwszym dniu urzędowania, nowy przywódca poleciał na trzy godziny do Berlina, aby uzgodnić wspólny plan pogłębienia strefy euro.

Ale w udzielonym wcześniej wywiadzie dla „Spiegla" wpływowy minister finansów Wolfgang Schaeuble stawia sprawę jasno: najpierw reformy we Francji, a potem zmiany w Unii. Zastrzega przy tym, że zmiana europejskich traktatów, konieczna dla powołania ministra finansów strefy euro i odrębnego budżetu dla państw unii walutowej, „nie jest dziś realna". Niemcy wolą więc mówić o przekształceniu Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego w Europejski Fundusz Walutowy dla ratowania krajów w potrzebie. Różnica w stosunku do planów Macrona jest zasadnicza, bo kontrolę nad nowym systemem zachowałyby kraje członkowskie (Niemcy miałyby prawo weta), a nie przejęłaby jej Bruksela. Dodatkowo Niemcy uzależniają wszelką solidarność finansową w Unii od udziału wszystkich państw w nowym mechanizmie podziału uchodźców, co dla Macrona, mimo deklaracji wyborczych, jest problematyczne.

– Pogłębienie strefy euro to bardzo poważny plan, ale w perspektywie dwóch lat. Najpierw musimy uporać się z reformami we Francji i negocjacjami w sprawie Brexitu – przyznają źródła dyplomatyczne w Paryżu. W tej sytuacji Macron raczej skoncentruje się na mniej ambitnej próbie uzgodnienia z Niemcami zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych oraz utworzeniu europejskiego funduszu rozwoju nowych technologii zbrojeniowych. Choć i tu poparcie Berlina wcale nie jest gwarantowane. ©?

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki@rp.pl