Już następnego dnia po zamknięciu lokali wyborczych w Rosji – na Krymie (anektowanym w 2014 roku) oraz Osetii Południowej i Abchazji (oderwanych od Gruzji w 2008 roku) rozpoczęły się ćwiczenia z udziałem 8 tysięcy żołnierzy. Zaangażowano m.in. systemy rakietowe i artylerię.
– Rosja na stałe podtrzymuje napięcie w regionie po to, by Gruzja w żaden sposób nie zbliżała się z NATO. Na wszelką współpracę Tbilisi z sojuszem reaguje nerwowo – mówi „Rzeczpospolitej" gruziński publicysta Dimitri Awaliani. – Sytuacja pozostaje niebezpieczna i groźna, odkąd Rosja rozmieściła tam swoje bazy wojskowe. W Gruzji jednak do tego już dawno się przyzwyczailiśmy – dodaje.