15 czerwca węgierscy parlamentarzyści przyjęli ustawę zakazującą udostępniania niepełnoletnim jakichkolwiek treści "przedstawiających lub promujących homoseksualizm lub zabiegi zmiany płci".

Za nowymi przepisami zagłosowało 157 posłów, przy 1 głosie przeciw. Zmiany w prawie poparł rządzący Fidesz Viktora Orbana i prawicowy Jobbik, który obecnie znajduje się w opozycji wobec Fideszu.

Posłowie wszystkich pozostałych partii opozycji zbojkotowali głosowanie, aby zaprotestować przeciwko dyskryminacji środowisk LGBT na Węgrzech.

Ustawa, przedstawiona w ubiegłym tygodniu przez Fidesz, w pierwszej kolejności jest wymierzona w zjawisko pedofilii, ale zawiera też poprawki zakazujące przedstawiania jakiejkolwiek orientacji seksualnej innej niż heteroseksualna bądź informacji dotyczących zabiegów zmiany płci w ramach edukacji seksualnej w szkołach, a także w filmach i reklamach przeznaczonych dla osób niepełnoletnich.

Orban ogłosił plan rozpisania referendum w tej sprawie w środę, co uznano za kolejny krok w stronę - jak pisze Reuters - "wojny kulturowej" między rządem w Budapeszcie, a Brukselą.

Komisja Europejska wszczęła w ubiegłym tygodniu procedurę prawną przeciw Węgrom, która może doprowadzić do zawieszenia przekazywania temu krajowi środków z unijnego budżetu za dyskryminowanie środowisk LGBT.

Gulyas zapowiadając referendum podkreślił jednocześnie, że wejście Węgier do UE było "słuszną decyzją", a obecność w UE ma dla Węgrów więcej plusów niż minusów.

Jednocześnie szef kancelarii Orbana dodał, że Węgry mają prawo komentować to, co określił jako "zasady obowiązujące w klubie" (państw tworzących UE - red.) i podejmować decyzję w swoich sprawach, w których nie przekazały kompetencji instytucjom unijnym.

Gulyas mówił też, że Węgry nadal rozmawiają z Komisją Europejską na temat szczegółów swojego planu odbudowy i dążą do osiągnięcia porozumienia.