Oburzenie w armii - jak wynika z informacji przekazanych przez źródła związane z wojskiem i resortem obrony Włoch agencji informacyjnej Adnkronos - wywołał fakt, że ani marynarka wojenna, ani straż przybrzeżna nie podlegają we Włoszech szefowi MSW.
Rozmówcy Adnkronos twierdzą, że swoim listem wicepremier "przekroczył czerwoną linię" próbując wywrzeć "niestosowne naciski" na dowódcach, którzy mu nie podlegają.
W liście Salvini miał polecić marynarce wojennej i straży granicznej baczne monitorowanie sytuacji na morzu, w tym działań statku Mare Jonio, jednostki organizacji charytatywnej podejmującej imigrantów próbujących przepłynąć Morze Śródziemne.
- To rzeczywiste i bezprecedensowe mieszanie się (w sprawy wojska), które narusza każdą zasadę i każdy protokół - twierdzi jeden z rozmówców agencji Adnkronos.
Lewicowi parlamentarzyści domagają się, aby sprawą listu Salviniego zajął się parlament Włoch.
Wicepremier oskarża też minister obrony, Elisabettę Trentę z koalicyjnego Ruchu Pięciu Gwiazd o to, że jest zbyt proimigracyjna. Trenta skrytykowała wcześniej politykę zamykania portów prowadzoną przez Salviniego przekonując, że wobec wybuchu nowego konfliktu w Libii wszyscy imigranci z tego kraju stają się uchodźcami.