Papież Franciszek zakończył właśnie pielgrzymkę do Korei Południowej. Podczas ostatniej przed odlotem rozmowy z dziennikarzami po raz pierwszy poruszył temat własnej śmierci. Franciszek wyraził przypuszczenie, że czekają go jeszcze 2 lub 3 lata życia. Nie wykluczył, że jego pontyfikat może być jeszcze krótszy - Franciszek rozważa bowiem udanie się na papieską emeryturę.

Pielgrzymka Franciszka do Korei Południowej [GALERIA]

Zapytany o swoją popularność na całym świecie, Franciszek odpowiedział, że początkowo go przeraziła, ale teraz stara się traktować ją jako coś naturalnego. - To wielkoduszność ludzi Boga. Staram się myśleć o swoich grzechach i błędach, nie chcę stać się zbyt dumny. Zdaję sobie sprawę, że moja popularność będzie trwała tylko chwilę. Dwa lub trzy lata i zostanę odwołany do Domu Ojca - mówił papież.

To pierwszy raz, kiedy Franciszek wypowiedział się publicznie o swojej śmierci. Źródła watykańskie podają jednak, że zdarzyło się kilkukrotnie, że mówił o tym, że zostało mu jeszcze tylko kilka lat życia.

Papież przyznał, że ma pewne problemy neurologiczne, które wymagają leczenia. Zażartował, że codziennie leczy się także argentyńską mate. Franciszek powiedział, że problemy z układem nerwowym są jednym z powodów jego domatorstwa. - Ostatni raz na wakacjach poza granicami Argentyny byłem w 1975 r. - przyznał papież.

Franciszek już w poważniejszym tonie wypowiedział się na temat możliwości udania się na emeryturę. Przyznał, że jeśli nie będzie czuł się na siłach, by rzetelnie wypełniać papieskie obowiązki, pójdzie w ślady Benedykta XVI. - 60 lat temu katoliccy biskupi pełnili obowiązki aż do śmierci, dzisiaj często przechodzą na emeryturę. Rezygnacja z pełnienia posługi papieskiej to całkiem realna możliwość, nawet jeśli nie podoba się to niektórym teologom - powiedział Franciszek. - Benedykt XVI otworzył nowe drzwi - dodał papież.