Reklama

Trudna chorwacka kohabitacja

Kolinda Grabar Kitarović będzie pierwszą kobietą w roli głowy chorwackiego państwa. Jej współpraca z lewicowym rządem w Zagrzebiu może okazać się niełatwa.

Publikacja: 12.01.2015 15:20

Kolinda Grabar Kitarović świetuje zwycięstwo w swoim sztabie wyborczym

Kolinda Grabar Kitarović świetuje zwycięstwo w swoim sztabie wyborczym

Foto: AFP

Po podliczeniu 99 proc. głosów nie ma już wątpliwości – zwyciężczynią drugiej tury niedzielnych wyborów prezydenckich w Chorwacki została Kolinda Grabar Kitarović, 46-letnia kandydatka centroprawicowej Chorwackiej Wspólnoty Demokratycznej (HDZ).

Walka była wyjątkowo wyrównana. W całym kraju Grabar Kitarović uzyskała zaledwie 1989 głosów przewagi, głosowała na nią tradycyjnie prawicowa Sławonia i Dalmacja, podczas gdy Istria i północna część kraju sympatyzuje raczej z lewicą.

Szalę zwycięstwa na stronę prawicowej kandydatki przeważyli dopiero chorwaccy emigranci. Wśród diaspory uzyskała ona dodatkowe 30 tys. głosów poparcia, co i tak jest najmniejszą różnicą głosów w historii chorwackich wyborów prezydenckich. Rywal Kitarović, dotychczasowy prezydent Ivo Josipović uznał swoją porażkę i pogratulował jej zwycięstwa.

Jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie spodziewał się aż tak wyrównanej walki politycznej o fotel prezydenta Chorwacji, a wśród czterech pretendentów w pierwszej turze wyborów największe poparcie zdawał się mieć Josipović (do walki stanęli jeszcze prawicowy radykał Milan Kujundžić i młody aktywista społeczny Ivan Vilibor Sinčić, ale żaden z nich nie miał większych szans).

Analitycy w Zagrzebiu wyrażają opinię, że głosy na kandydatkę HDZ są w pewnej mierze formą „ukarania" lewicy, której polityka coraz bardziej nie podoba się nastawionej tradycyjnie i bardzo religijnej chorwackiej prowincji. Nacjonaliści zarzucają rządowi, że wyciąga rękę do Serbii nie otrzymując w zamian ustępstw dawnych wrogów, krytykują przesadną ich zdaniem uległość socjaldemnokratycznego rządu wobec Zachodu i odstępstwo od tradycyjnych wartości narodowo-katolickich. Poza tym stojący na czele socjaldemokratycznego gabinetu Zoran Milanović nie jest lubiany jako polityk bardzo asertywny, w oczach przeciwników wręcz zarozumiały.

Reklama
Reklama

Prezydent w chorwackim systemie politycznym nie ma szerokich prerogatyw, jednak jego rola nie jest wyłącznie dekoracyjna dlatego można spodziewać się, że ambitna pani prezydent nie zrezygnuje z mówienia własnym głosem. W trakcie kampanii podkreślała, że opowiada się za większym pokreślaniem narodowej dumy i ambicji, jak powiedziała chce „by Chorwacja stała się jednym z najnowocześniejszych krajów Europy". Zapowiada się więc trudna kohabitacja, choć obie strony znają też swoje ograniczenia.

Grabar Kitarović wie, że społeczeństwo jest podzielone a ona sama nie ma wyraźnej przewagi. Z kolei rząd, nawet jeśli krytycznie ocenia poglądy nowowybranej prezydent to nie może jej odmówić międzynarodowego obycia i kontaktów. Grabar Kitarović perfekcyjnie zna hiszpański i angielski (szkołę średnią kończyła w USA), była ministrem ds. europejskich, ambasadorem Chorwacji w Waszyngtonie a wreszcie zastępczynią sekretarza generalnego NATO. W dość prowincjonalnej chorwackiej polityce ignorowanie tych atutów byłoby wręcz szkodliwe.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1418
Świat
Chiny: czas na Tajwan, ale bez komandosów, jak to robią USA
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1416
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1415
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1414
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama