Szczegółowe badania prowadzone są od 2006 roku. Wynika z nich,że krąg biedy rozszerza się systematycznie. Brak jeszcze danych za ubiegły rok ale wiadomo już, że w 2013 roku poziom ubóstwa osiągnął 15,5 proc. społeczeństwa co oznacza, że poniżej granicy biedy żyje w Niemczech 12,5 mln osób. Co siódmy obywatel bogatego w sumie kraju klepie biedę.

W porównaniu  z rokiem poprzednim do grupy tej dołączyło 400 tys. osób. Granica biedy przebiega w Niemczech na poziomie 892 euro miesięcznego dochodu w przypadku jednoosobowego gospodarstwa domowego. Za biedną uchodzi rodzina z dwojgiem dzieci mająca do dyspozycji 1873 euro. W pięciu landach poziom biedy jest niższy od średniej krajowej. Są to: Bawaria,Badenia- Wirtembergia, Hesja, Szlezwig Holsztyn oraz Nadrenia Palatynat.

Najgorzej jest w Berlinie, Meklemburii i Bremie. Ta ostatnia znajduje się na szczycie niechlubnej statystyki. Pauperyzacji ulegają najszybciej niemieccy emeryci. W latach 2006-2013 liczba najbiedniejszych emerytów wzrosła o połowę. To efekt wcześniejszego przechodzenia na emeryturę bynajmniej nie z własnej woli. Znalezienie pracy przez bezrobotnego w zaawansowanym wieku jest niemal niemożliwe.

Nieprzypadkowo liczba najuboższych Niemców rośnie od momentu, gdy zaczęły działać liberalne reformy rynku pracy kanclerza Gerharda Schroedera.Po latach zastoju niemieckiej gospodarki nabrała ona definitywnie w 2006 roku wiatru w żagle. Wiele osób musiało się pożegnać ze stałym miejscem pracy przechodząc na zasiłki tzw. Hartz IV. Wielu z nich tworzy obecnie społeczny prekariat.