Jak donosi RMF FM, Polacy sami wezwali pomoc, dzwoniąc do biura parku narodowego Khao Yai. Nie potrafili jednak podać żadnych współrzędnych miejsca, w którym się znajdują.

Polskich turystów od niedzieli poszukiwało 100 osób, teren parku był z powietrza patrolowany przez śmigłowiec.

Udało się ich zlokalizować dzięki namierzeniu telefonu, z którego wcześniej skorzystali. Jak się okazało, Polacy zabłądzili do zamkniętego obszaru parku narodowego, który jest niebezpieczny dla turystów ze względu na dzikie zwierzęta żyjące w tym rejonie.

Polacy nie odnieśli żadnych obrażeń, są tylko głodni i wycieńczeni.

Zobacz także:

Turcja ponownie na celowniku