Układ z Turcją nie jest żadnym przełomem, jedynie etapem na drodze do przyszłego europejskiego rozwiązania – głosi premier Bawarii Horst Seehofer, największy przeciwnik kanclerz Angeli Merkel w obozie chrześcijańskich demokratów. To on domagał się od szefowej rządu zmiany kursu, zamknięcia granic i utworzenia na nich ośrodków dla uchodźców, wprowadzenia opiewającego na 200 tys. osób rocznego limitu dla imigrantów, ograniczeń świadczeń dla uchodźców i wielu innych środków.
Po ostatnim szczycie Unii Europejskiej, ocenianym w Niemczech jako sukces Angeli Merkel, premier Bawarii wytycza nowe granice. Zapowiada, że kierowana przez niego CSU nie zgodzi się nigdy na pełne członkostwo Turcji w UE i na całkowite zniesienie wiz dla obywateli tureckich. Nie można dopuścić do importowania tureckich problemów przez Niemcy – twierdzi dzisiaj Seehofer. Jeszcze niedawno nie wykluczał, że bawarska CSU rozpocznie energiczną agitację w całych Niemczech, aby zmusić Merkel do zmiany kursu. – Jest bezsilny, nic nie może zrobić – komentuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung".
Dziennik przypomina, że szef CDU nie zrealizował groźby złożenia skargi konstytucyjnej na politykę Angeli Merkel ani też nie doprowadził do uchwalenia przez CSU formalnego ultimatum dla szefowej rządu. – Nie powinno to nikogo dziwić. W końcu Angela Merkel dokonuje bez przerwy korekty swej polityki imigracyjnej – słyszy się często w Berlinie z ust deputowanych Bundestagu.
– Zasadnicza zmiana kursu nie pomogłaby pani Merkel w odbudowaniu zaufania. Gdyby uległa presji i zachowała się w sposób oportunistyczny, nie zyskałaby nic w znaczeniu taktycznym – argumentuje „Süddeutsche Zeitung", przypominając jednocześnie, że jeszcze przed ostatecznym porozumieniem z Turcją ponad połowa obywateli (56 proc.) darzyła Angelę Merkel zaufaniem. CDU wypada w sondażach znacznie gorzej. Opublikowane w niedzielę w „Bild am Sonntag" badania instytutu Emnid mówią o nieznacznym spadku poparcia dla CDU do 34 proc. i dla SPD do 22 proc. Za to rośnie w siłę nie tylko wojowniczo antyimigracyjna AfD, czyli Alternatywa dla Niemiec (13 proc.), ale i poparcie dla Zielonych (13 proc.). Warto przypomnieć, że ci ostatni proponują nawet sprowadzenie do Niemiec tysięcy imigrantów koczujących obecnie w Idomeni przy granicy z Macedonią.
– Pani kanclerz swe dobre notowania w dużym stopniu zawdzięcza sympatykom ugrupowań opozycyjnych, takich jak Zieloni czy Lewica – zwraca uwagę „Rzeczpospolitej" prof. Werner Patzelt, politolog. W swej własnej partii ma wielu przeciwników, którzy są przekonani, że polityka tzw. Willkommenskultur była błędna od samego początku i żaden imperatyw moralny nie ma tu nic do rzeczy.