Rzeczpospolita: Papież Franciszek kanonizował Matkę Teresę z Kalkuty, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości. Wydaje się symboliczne, że stało się to akurat za tego pontyfikatu...

Ewa Czaczkowska: Tak, tym bardziej że trwa właśnie Rok Miłosierdzia, co jest jeszcze bardziej symboliczne. Myślę, że papieżowi właśnie o to chodziło. Franciszek niejednokrotnie powoływał się na działalność Matki Teresy. Jako misjonarka miłości realizowała właśnie to, do czego od początku nawołuje Ojciec Święty: wychodziła na peryferie egzystencji człowieka, do ludzi wyrzuconych poza margines społeczny, do chorych na trąd, AIDS; ludzi dosłownie umierających na ulicach. Żyła w bardzo radykalny, ewangeliczny sposób, dzieląc życie z biednymi, co jest bliskie papieżowi.

Ale czy żyjąc w taki sposób Matka Teresa miała duży wpływ na Kościół?

Misjonarki miłości z prowadzonymi ośrodkami pomocy wpisały się w krajobraz setek światowych metropolii, obecne są także – i to od czasów Jana Pawła II – w Watykanie. Dla części świata niechrześcijańskiego twarzą Kościoła była właśnie Matka Teresa.

Czy wzbudzała kontrowersje?

Krytykowano jej radykalną postawę w obronie życia nienarodzonych, czyli tych najmniejszych i najsłabszych ludzi, ale jej pomoc najuboższym wzbudzała duże zainteresowanie i wywoływała poruszenie w świecie. Jeszcze za życia Matkę Teresę uhonorowano Pokojową Nagrodą Nobla. Stąd nie dziwi, że na kanonizację swych przedstawicieli wysłali choćby premier Indii czy prezydent USA. >A9

—rozmawiał Michał Płociński