W niedzielę Biały Dom poinformował o wycofaniu żołnierzy USA z terenów, które miały być celem ofensywy sił tureckich, a które zajmowane są przez Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF), sojuszników USA w walce z Daesh.

Turcy rozpoczętą w środę ofensywę uzasadniają koniecznością stworzenia strefy bezpieczeństwa na turecko-syryjskim pograniczu. Celem ofensywy są właśnie jednostki SDF - są one tworzone głównie przez kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG), które według Turcji stanowią przedłużenie zdelegalizowanej przez Ankarę i uznanej za organizację terrorystyczną Partii Pracujących Kurdystanu. Kurdowie z SDF decyzję USA o wycofaniu żołnierzy z pogranicza określili mianem "ciosu w plecy".

Krytycy Trumpa uważają, że do ofensywy nie doszłoby, gdyby Trump nie wycofał amerykańskich żołnierzy z obszarów, na których prowadzona jest ofensywa. Istnieją obawy, że Turcja przeprowadzi czystki etniczne na zajmowanych terenach.

W piątek rano tureckie myśliwce i artyleria uderzyła na obszary w rejonie Ras al-Ajn, jednego z dwóch przygranicznych miast, które znajduje się w centrum tureckiej ofensywy. Strzały były słyszane także wewnątrz miasta - podaje Reuters, powołując się na informacje od swojego dziennikarza.

Korespondent Reutersa podaje, że konwój 20 wozów opancerzonych z wspieranymi przez Turcję syryjskimi rebeliantami z Syryjskiej Armii Narodowej, który wjechał do przygranicznego miasta Ceylanpinar w Turcji. Niektórzy z nich mieli krzyczeć "Allahu Akbar" i machać syryjskimi flagami. Rebelianci mieli zmierzać do Ras al-Ajn.

Z kolei tureckie moździerze miały rozpocząć ostrzał okolic drugiego przygranicznego syryjskiego miast, znajdującego się w centrum ofensywy - Tel Abjad.

Turecki resort obrony podał, że w czasie nocnych działań w Syrii turecka armia wyeliminowała 49 kurdyjskich milicjantów. Łącznie w walkach z Turkami miało zginąć 277 kurdyjskich bojowników.

Ministerstwo informuje jednocześnie, że w czasie ofensywy zginął tylko jeden turecki żołnierz.

Kurdowie informują z kolei, że stawiają opór nacierającym Turkom.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Od momentu rozpoczęcia ofensywy ze swoich domów miało uciec 64 tys. osób. Miasto Ras al-Ajn jest w większości opuszczone.

Turecka armia miała opuścić dwie wioski w pobliżu Ras al-Ajn i pięć w pobliżu Tel Abjad. Oba miasta miały zostać otoczone.